Autentyki - humor i rozrywka

Alkoholowe

W tej kategorii znajdziesz teksty związane z imprezami, efektem dnia następnego i akcjami podczas "odlotu". Tutaj powiedzenie "Polak potrafi" nabiera całkiem nowego znaczenia.

Subskrybuj RSS dla kategorii Alkoholowe.

Wszystkie teksty w kategorii "Alkoholowe": 236

opowieść wyszła z jednego ze szpitali krakowskich:
Dłuuugi był weekend majowy. Trzech studencików poszło w zapoj, tankowali konsekwentnie przez 3 dni.Czwartego dnia jeden z nich poszedł do kibelka. Chwilę później zaczął wyć...
- Chłopakiii! chyba wysr..łem jelita......
Jeden zdołał się doczołgać do telefonu i wystukać właściwy numer.Przyjechała karetka, zabrała biedaka. Cóż się okazało?
Koleżka wydalił był .... tasiemca.
Biedny robal nie zniósł stężenia alkoholu.

Akcja dzieję się umnie w piwnicy. Odrazu powiem, że świeciło się tylko w miejscu gdzie stoimy/siedzimy, więc jeśli ktoś chciałby wyjść, to musiał by iść za mną, bo tylko ja znałem droge od jednego włącznika światła do drugiego. Ja z kumplem (nazwijmy go K) mamy do obalenia 0.5l, drugi kumpel tylko trzy piwka, bo miał nas pilnować ;p. Gdy wypiliśmy wszystko kolega K zniknął nam z oczu i zaczął wychodzić w ciemność... Nagle słychać głośne <jebut>... Kolega K chyba się potkną przed ścianą i dosyć mocno w nią uderzył. Wraca po chwili. Prawa część twarzy cała zakrwawiona. Krew leje się z rany 2cm x 0.5 cm na łuku brwiowym. My przestraszeni, wyglądało to jakby go ktoś butem po twarzy kopał. I nagle on wyskakuje do nas z tekstem: bardzo widać?...

Studniówka 2005 rok. Kolega Konrad wypił o kilka bań za dużo. A, że to był początek imprezy, a on się już ledwo na nogach trzymał, dwóch kolegów postanowiło go odprowadzić do domu (mieszka niedaleko miejsca gdzie odbywała się studniówka).
Dzwonią domofonem, odbiera mama Konrada
- Słucham?
- My z Konradem...
-Ale Konrad jest na studniówce!
-Już nie .....

:)

Kiedyś, jak miałem gdzieś 16-17 lat, kiedy jeszcze procentowe trunki były zakazane i smakowały inaczej, bo towarzyszył im ten dreszczyk emocji "a co będzię jak nas złapią?", poszliśmy do kumpla i wpadliśmy na pomysł, aby wypić sobie żubrówki z sokiem jabłkowym. Wieczorkiem, po osłoną ciemności, był to okres około zimy, nawet śnieg już jakiś był, poszliśmy do monopolu i zakupiliłśmy wszystkie potrzebne specyfiki, szybki powrót do domu i rozpoczęcie wchłaniania. Gadaliśmy, wspominaliśmy różne rzeczy i tak zleciała flaszka, później druga, trzecia i tak dalej. Jak szliśmy po n-tą to już szedłem jak robocop i nie wiedziałem gdzie jest niebo, a gdzie ziemia, jak wróciliśmy to już traciłem kontakt z rzeczywistością. Wróciłem do częściowej świadomości w drodze do domu, kumple mnie prowadzili, podstawili mnie pod drzwi, dobrze, że mieszkam na parterze to nie musiałem się dźwigać po schodach, czy tam dogadywać z windą. Jakoś otworzyłem drzwi albo to mama zrobiła, stanąłem w drzwiach swojego pokoju, mama krzyczy do mnie "coś ty narobił! gdzieś ty był? jak ty wyglądasz" i takie tam, a ja uchachany do niej "mamo, mamo, my nic, my jabłka jedliśmy!". Tekst ten był wypowiadany na każdej imprezie rodziców, jak i naszej przez długi czas.

Rzecz działa się na imprezie osiemnastkowej mojego brata. Już po wchłonięciu pewnej ilości substancji alkoholowych (i nie tylko) zapadła decyzja (jak się później okaże zła :)) o zmianie miejsca (z piwnic ogromnego opuszczonego domu do pleneru całkowitego, a była zima). W międzyczasie oddelegowaliśmy do sklepu grupkę nielosowo wybranych osób (tych, którzy jeszcze byli w stanie zakupić cokolwiek) po kolejną porcję trunków. Kolega, świeżo upieczony pełnoprawny obywatel w przypływie euforii złapał za flaszkę wódki i pochłonął kilkanaście łyków (na moje oko ze dwie setki). Podziw być może i był, ale niestety chwilowy, gdyż za parę minut do mózgu dotarł impuls i kolegę dosłownie zwaliło z nóg :) Najgorzej mieli jego dwaj sąsiedzi, gdyż musieli go zanieść do domu (w międzyczasie ów delikwent kilka razy posmakował śniegu a pozycje, jakie przybierał, były niezwykle widowiskowe i akrobatyczne :), aż do tego stopnia że zastanawiam się czy zrobiłby to na trzeźwo :)). Jak się później okazało, udało im się go dociągnąć do domu (choć z relacji wynika, że stracił czucie w nogach :P). Następnie położyli go przed drzwiami (blok), dzwonek w drzwi i ,,go go go" jak to określił jeden z nich :). Chciałbym widzieć minę, ale niekoniecznie tego biedaka, lecz jego rodziców, otwierających drzwi późnym wieczorem i rzucające się im w ciemnościach zwłoki zmasakrowanego syna, który miał trudności z wymówieniem prostych sylab :)

W wieku 14 lat wpadlem na mega inteligentny pomysł obalenia 0,5 czystej w domu, w srodku tygodnia, w nocy i to pod obecnoscia rodziców. Poprosiłem doroslego kumpla aby kupil mi owy trunek. Nadeszła noc, właczylem sobie muzyke i w doslownie 5 minut flaszki nie bylo. Okolo 10 minut pamietam, reszte dowiedzialem sie z zeznań rodziców. Podobno odwaliłem takie cos ze wbieglem do sypialni rodziców, stanalem w progu, shaftowalem sie i ucieklem. Matka ciagle mi to wypomina, mam wrazenie ze czasem sie mnie przez to boi :P Rano obudziłem sie z czerwonym pyskiem w zarzyganym lozku, doslownie wszystko w okolo bylo zarzygane, z wyjatkiem miski, ktora mi do tego celu postawili. Skonczylo sie szlabanami, kacem i czerwonym obolałym tylkiem :P Dostałem nauczkę że nie warto pić samemu ^^.

<ja> Ty ale akcja była u mnie w weekend
<lepi> no dawaj jaka ???? :>
<ja> pamiętasz , w piątek byłem na 18 u kuzyna
<lepi> no wiem i...??
<ja> już pominę fakt, że jak wchodziłem do klatki to wyłożyłem się zaraz na półpiętrze...
<lepi> :D:D:D:D:D:D
<ja> i jak tylko się wyłożyłem matula otworzyła drzwi na 4 piętrze bo wiedziała, że wracam :]
<ja> i tak wczołguję się przez próg, a matula na to "kładź się spać, żeby ojciec nie widział jaki pijany jesteś bo Tobie wleje"
<lepi> hehehe ale grubo :]
<ja> to jeszcze nic , rano wstaje, matka w pracy , ojciec wchodzi do mnie do pokoju i mówi : "masz szczęście gówniarzu, że matka nie widziała jaki pijany przyszedłeś bo by Tobie wlała"
<lepi> hehehehehe
<lepi> i tu się pojawia magiczne słowo "komunikacja" :]

Impreza, mieszkanie na parterze, do okna puka policja, wpuszczamy, spisują nas:
ja: a pan to dosięgnął do okna, żeby zapukać?
policjant: nie
ja: to czym pan pukał?
on: pałką
ja: gratuluję...

Historię tą opowiedział mi kolega, a pięciu innych potwierdziło, więc można uznać ją za wiarygodną. Otóż, odbywała się impreza sylwestrowa, mocno zresztą zakrapiana, w której udział brał nieletni chłopak o nazwisku Kasprzak. Całkiem przypadkowo takie samo nazwisko nosi jeden z wysoko postawionych oficerów policji w województwie. To tyle tytułem wstępu.
Po zakończeniu imprezy Kasprzak postanowił wrócić do domu. Autobusy o tej porze nie kursowały, a wszystkie taksówki były pozajmowane. Jedyną możliwością było "złapanie stopa", ale, jako że Kasprzak był w stanie mocno wskazującym, nikt nie chciał się zatrzymać. W końcu udało mu się złapać samochód. Ucieszony, spytał kierowcy, czy go nie podwiezie. Był jednak tak zapijaczony, że nie zauważył, że kierowca i jego kolega są policjantami jadącymi radiowozem. Zgodzili się i wpakowali biednego chłopca na tylne siedzenia radiowozu z zamiarem zawiezienia go na izbę wytrzeźwień. Kasprzak zaś, dalej niezorientowany, zaczął jeść chrupki, które miał ze sobą. Policjanci zaczęli go wypytywać o wiek, a on zaczął coś tam bełkotać. Zatrzymali się 200 metrów od jego domu i wylegitymowali go (powinni wcześniej, ale taka już jest ta polska policja). Gdy zobaczyli nazwisko przełożonego, przestraszyli się, że to jego syn i zostawili go ze słowami: "I żebyśmy cię więcej nie widzieli!".
Mimo, że Kasprzak miał parę kroków do domu, powrót zajął mu dwie godziny. Był zły, że kierowcy tak niemile go potraktowali.

Historia zasłyszana od kumpla:
Na wsi na ostro zakrapianej imprezce, wpadli na pomysł żeby sobie pobiegać. Więc weszli na wzgórze i zaczęli zbiegać w dół w stronę ulicy. Jak dobiegł urwał mu się film. Wyobraźcie sobie jego zaskoczenie gdy obudził się w domu 20 km od tego miejsca... przez całe wakacje się z niego śmiałem xD