Rzecz działa się na imprezie osiemnastkowej mojego brata. Już po wchłonięciu pewnej ilości substancji alkoholowych (i nie tylko) zapadła decyzja (jak się później okaże zła :)) o zmianie miejsca (z piwnic ogromnego opuszczonego domu do pleneru całkowitego, a była zima). W międzyczasie oddelegowaliśmy do sklepu grupkę nielosowo wybranych osób (tych, którzy jeszcze byli w stanie zakupić cokolwiek) po kolejną porcję trunków. Kolega, świeżo upieczony pełnoprawny obywatel w przypływie euforii złapał za flaszkę wódki i pochłonął kilkanaście łyków (na moje oko ze dwie setki). Podziw być może i był, ale niestety chwilowy, gdyż za parę minut do mózgu dotarł impuls i kolegę dosłownie zwaliło z nóg :) Najgorzej mieli jego dwaj sąsiedzi, gdyż musieli go zanieść do domu (w międzyczasie ów delikwent kilka razy posmakował śniegu a pozycje, jakie przybierał, były niezwykle widowiskowe i akrobatyczne :), aż do tego stopnia że zastanawiam się czy zrobiłby to na trzeźwo :)). Jak się później okazało, udało im się go dociągnąć do domu (choć z relacji wynika, że stracił czucie w nogach :P). Następnie położyli go przed drzwiami (blok), dzwonek w drzwi i ,,go go go" jak to określił jeden z nich :). Chciałbym widzieć minę, ale niekoniecznie tego biedaka, lecz jego rodziców, otwierających drzwi późnym wieczorem i rzucające się im w ciemnościach zwłoki zmasakrowanego syna, który miał trudności z wymówieniem prostych sylab :)
