Autentyki - humor i rozrywka

Usenet

Usenet, kategoria, w której znajdują się różnego rodzaju wypowiedzi, najczęściej nieobeznanych w temacie, osób. Znajdą się tutaj dialogi z tzw. trolami oraz prawdziwe korespondencje mailowe, perełki itp.

Subskrybuj RSS dla kategorii Usenet.

Wszystkie teksty w kategorii "Usenet": 74

Ogłoszenie o pracę:

[...] Prosimy o nieprzysyłanie CV przez studentów wszystkich uczelni typu politechniki, waty i inne gówna gdyż nie ma z was żadnego pożytku. Przestańcie spamować skrzynki gdyż szkoda życia na wasze wypociny. Jesteście wszyscy do niczego, nie potraficie nic, po czterech semestrach elektrotechniki nie wiecie co to jest kondensator elektrolityczny i do czego służy. Nie wiecie dokładnie nic i nie potraficie nic. Nic. Wiem, że i tak będziecie spamować mi skrzynkę bo nie potraficie czytać ze zrozumieniem albo wcale nie czytacie ale wiedzcie, że każdy z was jest dla mnie debilem jeśli mimo tego akapitu przyśle mi swoje zgłoszenie. [...]

Komentarz pod artykułem o pracy w Polsce i za granicą na wp.pl.
Nie ma sensu wychodzić na ulice. - jestem młody, mam 30 lat. Wiem, że Polska to kraj gdzie można wiele osiągnąć nie mając układów i znajomości. Ja np. od 8 lat pracuję w państwowej firmie. Wiedzie mi się całkiem OK. Nie wyjechałem jak inni moi koledzy za granicę do pracy, bo wiem, że w Polsce można wiele osiągnąć. Ja po 8 latach pracy mam już odłożone na koncie 9 tys. złotych. Zastanawiam sie teraz, co z tym przecież niezłym kapitałem zrobić. Myślałem o jakimś salonie obuwniczym w galerii lub restauracji w centrum miasta. Kwota jest jak dla mnie całkiem spora (w końcu to uczciwie zbierałem ją całe swoje życie). Może i mogłem odłożyć nieco więcej, ale ja kocham podróże i dużo pieniędzy wydaję na ten cel. Już dwa razy z zakładem pracy byliśmy w Stoczni Gdańskiej. Wielkie przeżycie mówię wam. Fantastyczna też była dwudniowa wycieczka na tamę na Wiśle we Włocławku. Szum niczym na wodospadzie Niagara. Nawet kupiłem sobie tam fajną pamiątkę. Dwa słoiki z wodą. Jeden z wodą przed tamą, a drugi słoik z wodą za tamą. Fajna sprawa, polecam . W Polsce wcale nie potrzeba mieć "pleców" żeby dobrze żyć. Właśnie spłacam ostatnią ratę za komputer. Będzie już mój na 100%. Kupiłem go 4 lata temu. Ma jeszcze całkiem niezłą konfigurację... tylko te 1 GB ram-u. Ale to nie jest duży problem bo można dokupić. Ostatnio na mieście byłem zobaczyć co można taniej dostać na wyprzedaży. Spotkałem kumpli którzy wyjechali za granicę. Trochę opowiadali o samochodach, pieniądzach, ale chyba ich trochę poniosła fantazja. Nawet byli przy kasie bo postawili piwo. Ja żeby nie być gorszy to też postawiłem. Dobrze, że miałem właśnie przy sobie tą stówkę na ostatnią ratę za kompa, bo inaczej był by przypał, że nie mam kasy. Ale ja większej gotówki przy sobie nigdy nie noszę. Wiecie przecież sami jak jest. Za 5 zł to mogą człowieka zabić i okraść. Pozdrawiam serdecznie wszystkich, którzy wierzą, że w Polsce fajnie jest i warto tu żyć. Uff... w końcu urlopik .Zasłużony odpoczynek po ciężkim roku pracy. Gdzie tu pojechać na wakacje? Moja firma, a w zasadzie jej Fundusz Wakacyjny ma jakieś przejściowe problemy, i z funduszu wakacyjnego (coś w stylu "wczasy pod gruszą", wypłacili nam tylko po 75% należnej kwoty. Wyszło już całkiem sporo, bo po 350 zł, a będzie jeszcze przecież reszta 25%. Na wczasy w sierpniu w naszym ośrodku się nie załapałem bo jako singiel mogę jechać tam po sezonie. W listopadzie. Kurde, ale wtedy to nie będę miał urlopu. He he, ale od czego mądra głowa. Przeglądam oferty, tak zwane "last minut" i z obliczeń logistyczno-finansowych wyszło jak nic, że na Costa de Taras (balkon mojej mamy) będzie ok. 350 zł. Starczy spokojnie na all incl. a jak by była brzydka pogoda to do domu w sumie niedaleko. Wprawdzie nie ma tam palm, ale są piękne pelargonie. Pozdrawiam serdecznie wszystkich, którzy wierzą, że w Polsce fajnie jest i warto tu żyć.

Opis auta na serwisie otomoto.pl:
Sprzedaję moją alfę, co nie jest zapewne zaskoczeniem, skoro czytacie ogłoszenie o sprzedaży samochodu. Konkretnie alfę romeo. Konkretnie alfę romeo 156 sportwagon. Czyli kombi, ale alfy nie kala się niemiecką przyziemnością słowa "kombi". W kombi to się wozi cyklon b albo kompletne wydanie "Bawarskich przygód małej Helgi" na blu-ray. W kombi jeżdżą zombie.

Alfa jest sportwagon i wozi się w niej wino albo narty albo piękne kobiety i w ogóle wiedzie się sportowy i elegancki tryb życia, jak również wygląda stylowo, w granicach budżetu. Bo jednak bardziej stylowo wygląda się w maserati, nie przeczę. Tudzież w ferrari california z otwartym dachem. Tyle, że maserati akurat nie sprzedaję. Jeśli więc szukaliście maserati, to to nie jest maserati. Serio. To jest alfa.

Alfa ma dziesięć lat. Czyli już trochę. Oraz silnik diesla 1.9 JTD, 115 KM, który ma bardzo miły sercu każdego mężczyzny i każdej kobiety moment obrotowy i bardzo ładnie zbiera się od dołu, kiedy tylko wciskać pedał gazu. Czyli fajnie przyspiesza i szybko jeździ. Dwie paczki z biedą poradzi, ale na dłuższą metę się zmęczy, jednakowoż sto osiemdziesiąt pięknie ciągnie bez zadyszki. Pewien taksówkarz o swoim zabytkowym mesiu rzekł, iż "jak przycisnąć, to ciągnie lepiej niż Mariola", my jednak w tej poetyce rozmawiać nie będziemy. W każdym razie jeździ szybko, albo i wolno, jeśli kto woli, paląc około 6-7 litrów oleju napędowego, czyli niby niedużo, ale patrząc na ceny paliwa, to zdaje mi się, że niedużo to jest pół litra na dwóch.

Alfa ma niezależne zawieszenie z tyłu i z przodu i bardzo ładnie jeździ w zakrętach. Przednionapędowym autem które by ładniej chodziło w zakrętach nie jeździłem jeszcze, a jeździłem wieloma. Generalnie, belka skrętna się nie umywa. Kto lubi samochody, ten wie, kto nie lubi, niech sobie kupi inne.

Jest to samochód dla kogoś, komu się alfy podobają (nie mówię, że tylko dla alfisty, bo trudno się stać alfistą nie posiadając jeszcze alfy). Słowem, jest to samochód dla każdego, obdarzonego dobrym gustem. Jeśli komuś podobają się wyłącznie niemieckie samochody, to niech sobie dalej ogląda bawarskie porno, skrycie marzy o Endlösung der Judenfrage i w ogóle wiedzie swój niegustowny żywot w polo albo golfie. Passat cc i scirocco i bmw i stare mesie są ładne, nie przeczę, ale ordrobinkę droższe. Jeśli kogoś tym uraziłem, to tym lepiej, może się otrząśnie.

Alfa jest nieco podrapana tu i ówdzie i w tej chwili ma pęknięty spojler przy przednim zderzaku, w efekcie jeżdżenia alfą po wertepach na budowie, czego się alfą robić nie powinno, bo alfą powinno się jeździć po asfalcie przez Passo Tonale, a nie po wertepach na budowie, ale akurat musiałem jeździć po wertepach na budowie a nie miałem pod ręką żadnego prymitywnego auta nadającego się do jeżdżenia po wertepach na budowie i tak nieładnie potraktowałem alfę. Ale to już się nie powtórzy, bo zrobiłem nowe zawieszenie i nie chcę popsuć i do jeżdżenia po wertepach mam terenówkę. Słowem, trzeba więc zderzak wymienić na nowy, albo dać do poklejenia, albo jeździć z pękniętym. Ja bym jeździł z pękniętym, ale wiem, że niektórzy mają tak, że nie potrafią. Jeśli się alfa nie sprzeda, to i tak będę jeździł z pękniętym, aż serce mi pęknie.

Alfa się nie psuje. Albo raczej, bliżej prawdy, psuje się tak samo jak inny samochód. 1.9 JTD był montowany jeszcze oplach, saabach i paru innych autach i nie spodziewam się, aby od znaczka alfy (bardzo ładnego znaczka) psuł się jakoś bardziej. Ale komu ja to mówię? Jeśli ktoś się boi, że alfa się psuje, to niech kupi sobie opla, będzie się psuł opel, a ów ktoś lub ktosia będzie miała czyste sumienie, że to przynajmniej nie alfa się psuje. Tylko opel.

Alfa ma dość delikatne zawieszenie. Dlatego jeździ bardzo ładnie w zakrętach i ładnie przykleja się do asfaltu na autostradzie ("pewnie się prowadzi", jak nieodmiennie o każdym aucie mawiają dziennikarze pism motoryzacyjnych), ale na polskich drogach co jakiś czas trzeba alfę docenić nowymi łącznikami stabilizatora, tudzież innymi - nieprzesadnie drogimi - szpejami sprawiającymi, że kółka trzymają się reszty samochodu, a autko ładnie jeździ i ładnie składa się w zakrętach. Kobietom też trzeba kupować kwiatki, a czasem nawet biżuterię i zdziwienia nie ma, prawda? W każdym razie właśnie wymieniłem w niej wahacze, tulejki i stabilizator, więc na dwa lata z przodem spokój. W zeszłym roku zmieniałem też rozrząd i zrobiłem zawieszenie z tyłu. i każdy serwis (oleje, filtry) był robiony w terminie, co każdemu doradzam. A jeśli komuś nie chce się dbać o wymianę oleju i filtrów, to niech jeździ rowerem albo taksówką.

O alfę trzeba trochę dbać. To znaczy: można jej nie myć i mieć w niej ogólny syf. Ja często mam, bo mam dzieci, a dzieci robią ogólny syf, jedzą bułę, kruszą, i piją soczki, kopią siedzenia i rozrzucają zabawki - ale przed sprzedażą ten ogólny syf starannie wysprzątam. Będzie się świecić i pachnieć i w ogóle. Jednak olej i filtry trzeba zmieniać regularnie, pamiętać, żeby turbina zdążyła się chwilę schłodzić po mocnej jeździe i jak się np. termostat zepsuje, to wymienić, a nie jeździć na zbyt zimnym, albo zbyt ciepłym silniku (hint: na wskaźnik temperatury warto czasem nań zerknąć). To znaczy można nie dbać i mieć w dupie, kto bogatym zabroni, ale wtedy alfa w końcu przestanie jeździć. Jeśli kogoś to dziwi, to ja mu nic na to zdziwienie nie poradzę. Mówię: rower, taksówka, albo transport publiczny, tak świetnie działający w naszym pięknym kraju.

Alfa nie jest bezwypadkowa. Ma 10 lat, cholera, jak miałaby być bezwypadkowa? Jeśli ktoś chce bezwypadkową, to w innych ogłoszeniach są same bezwypadkowe, nawet porannym wietrzykiem niemuśnięte, ani wiosennym deszczem niezroszone. Moja alfa była jednak delikatnie stuknięta z przodu, z tyłu wjechała we mnie miła pani, też niezbyt mocno, oraz była też parę razy podrapana o antropogeniczne elementy przyrody nieożywionej, tzn. jakieś płoty i bramy, jeśli dobrze pamiętam. Nie ma również 5 tysięcy kilometrów przebiegu, tylko 260 tysięcy, bo ile miałaby mieć po 10 latach? Ale spokojnie, jest wiele dziesięcioletnich alf, które mają 60 tysięcy przebiegu, przecież to jasne, że jak się kupuje auto z dieslem, to po to, żeby stało w garażu. A moja trochę po Europie pojeździła, co zaznaczam sam nie wiem dlaczego, ale zaznaczam. Żeby tak bardziej światowo było i w ogóle elegancko, fą, fą, fą.

W alfie świeci się "check engine", ponieważ dawno temu zepsuł się zawór, odcinający dopływ powietrza przy wyłączaniu silnika i czasem odcinał dopływ powietrza w losowych momentach, co sprawiało, że silnik przestawał działać, a z niedziałającym silnikiem da się jeździć tylko z górki albo na holu, ewentualnie popychu. Co rzadko wystarcza. Mógłbym zawór wymienić i podłączyć na nowo, co sprawiłoby, że kontrolka "check engine" zgasłaby jak nasza młodość, ale w swym głębokim rozumieniu zasady działania silnika diesla ufam, iż odcięcie dopływu paliwa wystarczy, aby silnik gasł wtedy, kiedy człowiek tego od silnika zażąda. Doświadczenie potwierdza tę ufność nieustannie od pięciu lat, więc po prostu zawór ów nieszczęsny odłączyłem i już. Niech się świeci. Gdyby ktoś chciałby, żeby się nie świeciło, to niech sobie ten zasrany zawór sam wymienia, ja nie zamierzam, albowiem znajduję go zbędnym a świecąca kontrolka przesadnie ocząt mych nie uraża, a jeśli alfa się nie sprzeda, to dalej będę nią jeździł i co, miałbym sobie za każdym razem jak wsiądę do auta wyrzucać, że tak pięknie się check engine świecił, a ja zmarnowałem trzysta złotych i już sie nie świeci? Koniec, ani słowa więcej o zaworze.

W alfie coś tam puka, coś tam stuka, bo nic nie puka i nic nie stuka tylko w trumnie albo w sercu komornika. Nie jeździł nią stary Niemiec do kościoła, ani na parteitagi, ani na blitzkriegi, była "jeżdżona przez kobietę", jak wdzięcznie gwałcą polszczyznę ogłoszenia samochodowe, ale nie tylko, bo ja też nią jeździłem i różni jeszcze nasi znajomi i nawet taki pan, który nas odwoził z imprez, na których i żona i ja spożywaliśmy alkohol w ilości niesprzyjającej prowadzeniu nawet alfy. Jakby to miało jakiekolwiek, kurwa, znaczenie. W aucie "nie było palone", chyba, że rzadko a i przy otwartych oknach latem i noc była ciepła i piękna i byliśmy młodzi i papierosy smakowały tak cudownie. Była alfunia garażowana, ale nie zawsze, bo czasem się nie chciało schować jej do garażu, bo jestem leniwym hedonistą i czasem naprawdę wolę już iść się napić wina, a nie jeszcze chować auto do garażu. I nawet zmokła na deszczu. Nie może to być! O Boże! Ale zimą chowałem.

Właścicielem jestem chyba trzecim, nie wiem, kobiet się o przeszłość nie pyta, alfunia pochodzi z salonu w Polsce, w Częstochowie (co za różnica, w ogóle?) i cholernie alfunię lubię (jeśli ktoś jeszcze nie zauważył), ale niekoniecznie chcę utrzymywać dwa samochody, więc może niech już ją lubi ktoś inny. Nawet zimówki dodam. Ale jak nie, to nie, przymusu nie ma.

Sprzedaję alfę za niewiele więcej niż garść orzechów. Albo dwadzieścia parę dużych żywieniowych z winem zakupów w tesco, za tak 450 złotych jedne. Dziewięć tysięcy dziewięćset złotych polskich, że tak marketingowo zagram i normalnie podaruję tę stówkę. A ma alfunia ładne aluminiowe felgi, ładnie działającego, serwisowanego klimatronika, (lepiej niż w jeepie dwa lata młodszym, którym teraz jeżdżę), ma ESP (w całym koncernie fiata zwanym VDC), ma ABS, przyzwoite, firmowe radio z cd, takie sobie głośniki, które audiofila nie ucieszą, ma elektryczne szyby, lusterka i wycieraczki (serio, nawet wycieraczki - i to e-lek-trycz-ne!!!) i guziczki na kierownicy do robienia głośniej i ciszej i zmieniania piosenki na ulubioną, oraz komputer pokładowy, którego ekranik jak się rozgrzeje, to robi się mniej czytelny, oraz ma też obrotomierz i prędkościomierz (!!!) ze wskazówkami startującymi z godziny 6, czyli z samego dołu, jak w motocyklu. Ale na motocyklu się zmoknie, a w alfie nie, nawet jak zimno i pada na ten kraj w środku Europy, ma alfa ponadto niezwykle wygodne fotele a motocykl nie i można w niej przewieźć dzieci bez ryzyka utraty praw rodzicielskich lub samych dzieci. Ale laski podobno lepiej wyrywa się na motocykl, więc jak tam kto woli, ja się nie upieram, ja mam żonę.

Alfa nie ma uchwytu na kubek z kawą, ponieważ jej projektant uznał widocznie, że tak jest godnie i sprawiedliwie, żeby nie było uchwytu na kubek. Mnie rzeczonego uchwytu brakowało, bo gdzie sobie mam dać tę kawę, jak prowadzę, ściskać kolanami i ryzykować oparzenie w miejscu, którego naprawdę nie chciałbym sobie sparzyć, z przyczyn, których wyszczególniał nie będę? No nic, jakoś sobie radziłem, szczęśliwy nabywca tego pięknego auta też sobie poradzi.

No i tyle. Kupcie sobie, albo i nie.

Dodał: Skovron
Data: 2012-03-10 13:13:33

A mój syn zna takiego Rafałka co umie rzygać nosem a ja osobiście takie panie co nigdy nie odmawiają.


Dodał: Greyangel
Data: 2012-03-10 13:47:35

Ja osobiście go nie znam, ale kumpel mojego kumpla zna takiego kumpla, znaczy się nie mojego kumpla bo tamten kumpel jest kumplem mojego kumpla. Tak żeby było jasne. I oni, tzn. kumple kumpla kumpla mojego kumpla mają zespół w którym kumpel kumpli kumpla kumpla mojego kumpla śpiewa nogami.

Dosłownie wczoraj wchodzę na stronę mojego ukochanego miasta i patrzę na zdjęcia przedstawiające widoki mojej miejscowości. Po paru minutach kiedy już byłem znużony ich oglądaniem wchodzę na forum dyskusyjne, gdzie czasami można wypatrzeć wyjątkowo ciekawe, a zarazem śmeiszne teksty. I po dłuższym przejrzeniu ujrzałem taki wpis:

Z okazji dnia nauczyciela:
życzę wszystkim nauczycielom 8-godzinnego dnia pracy,20 dni urlopu rocznie, zabrania wszelkich przywilejów oraz dodatków.Życzę wam abyście wzięli się w końcu do roboty, przestali marudzić, narzekać na swoją jakże ciężką pracę, abyście przestali domagać się ciągłych podwyżek pracujący kilkanaście godzin tygodniowo.Tego wszystkiego życzy wam bezrobotny z wyższym wykształceniem.

Nie wie czy śmiać się czy płakać :D

Cytat z CD Action, listy i maile od czytelników:

"Zauważyłem, że w CDA coraz częściej pojawiają się podteksty."

Odpowiedź:

"Przecież każdy artykuł ma tytuł oraz tekst, a pod tym tekstem jest kolejny tekst, czyli podtekst. To normalne :)"

Z forum spawalniczego - porady:

[porada] Starczy przełamać obrzydzenie i zrobić okład z własnego moczu, albo przecierać dobrze zmoczoną (niewyciśniętą) watką. Zrobiłam tak tydzień temu na bolące (uczucie piachu pod powiekami), ropiejące i zaczerwienione oczy. Ból ustąpił od razu. Ropienie i zaczerwienienie po jednym dniu stosowania (co pół godziny). Wcześniej zakrapiałam oczy kroplami i wciskałam maść z antybiotykiem (przepisane przez okulistę) i nic nie pomogło, a ból przy zakrapianiu oczu był nie do wytrzymania. Ten mocz to był akt desperacji - ale bardzo pomógł.

[uzdrowiony] właśnie o 4 nad ranem przeczytałam ten topic i naprawdę te siuśki pomagają! A wiec:
troszeczkę moczysz nimi wacik do demakijażu, odciskasz nadmiar (nie chcemy żeby nam po twarzy kapało) i nakładasz na 3-5 minut na oczy. U mnie ropienie i zaczerwienienie zmalało o 50% już po jednym okładzie!!!

[zbulwersowany] ja pie... jak możecie szczochy na oczy zakrapiać czy nakładać

Z pewnego forum o sposobach leczenia bólów zęba.

<stomatolog domowy> heh mnie boli już ząb 2 miesiące. Aby było lepiej, to jeden boli mnie z prawej strony a drugi z lewej. Więc bolą dwa. Nie wybieram się do stomatologa (oprawców) bo nie mam jaj.
Nasączyłem wacik spirytusem i zapodałem w otwory w zębach, wygląda to jak oryginalna bloba czy plomba, nie wiem bo mam 33 lata i nigdy nie byłem u dentysty ani u lekarza, dlatego mam się dobrze i nie biorę tabletek. Wcale. Na nic bo to badziewie niszczy wątrobę i inne organy, jak ktoś nie ma spirtu polecam perfum, działa podobnie tylko ma się niesmak w ustach. Narazie nie boli po terapii, wacik nasączony, ponoszę to z 2 tygodnie, oczywiście opatrunek co dziennie zmieniamy kilka razy. Nie polecam wam tego robić, ale ja planuje zapakować w otwór klej poxipol. Wypełni otwór i chyba będzie ok...

Ogłoszenie pewnej Polki na jednym z polskich serwisów randkowych dla brytyjskiej Polonii:

Szukam kolesia co się lubi czasem fajnie ubrać na karaoke do Orła Białego albo urządzić je u siebie na chacie. Dobrze żeby używał słowa "ciapaty" przynajmniej raz dziennie a w przestrzeni publicznej posługiwał się angielskim na poziomie podstawówki z czasów późny Gomułka wczesny Gierek. Ważne żeby miał pracę za grosze poniżej kwalifikacji i zero zainteresowania zmianą stanu rzeczy. Niech narzeka zarówno na życie w Polsce jak i tutaj wygłaszając tyrady przy piwie Okocim Mocne na temat horrendalnych cen czynszów "układów - Polek puszczających się z czarnymi" oszukańczych promocji w Tesco "kłamców lustracyjnych" i innych wrogów narodu... Najlepiej żeby mieszkał w polskiej komunie gdzie poza listonoszem obca stopa nigdy nie stanęła. Obowiązkowo koneser internetowych stron porno cierpiący na chroniczne problemy ze wzwodem na skutek nadużywania napojów wyskokowych. Do tego niech czule trzyma mnie za rękę na tle zachodu słońca Polsatu i woła per "rybeczko" bądź "cipuś ty moja".

Mój styl to "super seksi post-solaris blondi", zaś ulubione angielskie słowa to Oxford Street cosmo Nandos sale. Chcę mieć ślub kościelny przed trzydziestką a także córeczkę o imieniu Claudia i rasowego psa najlepiej shit-su... Dwa razy w tygodniu chodzę na gym do tego nie jem mięsa poza wyżej wymienionym kurczakiem z Nandos i okazjonalnym Big Makiem na kaca. Interesuję się sztuką przedłużania życia tipsów oraz zamieszczaniem komentarzy na pudelku. Moim największym życiowym osiągnięciem jest jak dotąd wygranie rocznego zapasu tamponów za zajęcie 2 miejsca w wyborach na miss powiatu. Których to nie wygrałam tylko dlatego że padało i mi loki przyklapły. Lubię otaczać się ładnymi rzeczami i to czy mi się spodobasz ma znaczenie dlatego maile z fotkami widziane najmilej. Ale najważniejsze żebyś miał takie same poglądy jak ja...

Znalezione na wykopie komentarz odnośnie anegdot informatyków :)
Byłem takim 'osiedlowym serwisantem' w czasach liceum... opiekowałem się zaprzyjaźnioną kancelarią adwokacką. Było tam 5 komputerów, serwerek wydruku i router na linuxie (wtedy routery sprzętowe do ADSL były piekielnie drogie)... dostaję telefon 'nie działa internet, wpadnij po szkole...'. Zaiwaniam więc po szkole do nich, a tam siedzi 'szefa, syna, brata, znajomego syn...' na oko jakieś 14 lat... i reinstalke windowsa tłucze na komputerze księgowej. Oczywiście sterowników brak, oprogramowanie firmowe nie chce odburzyć no i aplikacja dostępowa do banku, przeinstalowana z płyty wymaga autoryzacji hasłem, które podaje się po ustawieniu kanału dostępowego (dawniej wyglądało to tak, że 'dzwoniło się' modemem do banku i na podstawie tego hasła można było robić 3 transakcje dziennie). Oczywiście hasło zapisane było w programie, zaraz po jego instalacji wiec nikt w firmie nie miał pojęcia jak ono brzmiało. Dzwonię więc na infolinię, wypytany w imieniu szefa o numer buta, fiu-ta, etc. Miła pani w słuchawce milknie... i oznajmia "Nie mogę panu podać hasła przez telefon. Poproszę o adres korespondencyjny, wyślę kopertę z aktywacją". Pytam więc CZEMU? Przecież wypytała się o wszystko co możliwe, przedyktowałem połowę KRSu, umowy z bankiem, numery kart, etc. etc. Cisza... po 10 sec. słyszę "pier-dolo-ny chu-j, pisane małymi literami, bez spacji - to jest hasło". Tym razem ja zaniemówiłem...

Gdyby to była wulkanizacja, firma transportowa, kurde - apteka. Zrozumiałbym. Ale adwokat? Doktor prawa?