Autentyki - humor i rozrywka

Alkoholowe

W tej kategorii znajdziesz teksty związane z imprezami, efektem dnia następnego i akcjami podczas "odlotu". Tutaj powiedzenie "Polak potrafi" nabiera całkiem nowego znaczenia.

Subskrybuj RSS dla kategorii Alkoholowe.

Wszystkie teksty w kategorii "Alkoholowe": 236

Jestem na wiejskiej imprezie z kumplami i rozmawiam z jednym który kupił sobie właśnie piwo.
ja - Zjadłbym coś stary, jakiegoś hamburgera
kumpel - Ja tam mam co jeść - i wyjmuje jagodziankę z kieszeni kurtki

padlem :)

Jakiś czas temu byłem sobie w sklepie w celu zakupu wódki na oblewanie z kumplami nowego auta. Na stoisku z alko. spotkałem dziewczynę która mnie poprosiła, żebym jej kupił wódę, bo ona zapomniała dowodu, a nie chcą jej sprzedać bo młodo wygląda i takie tam. Z racji, że ładna dziewoja była to postanowiłem jej zakupić to co chciała... 8 kartonów wódy każda po 12 flaszek 0,7!!!! Kwota do zapłaty była niewiele mniejsza niż moja miesięczna wypłata - no ale co zrobić. Miałem już udać się w swoja stronę do domu, kiedy zaprosiła mnie do siebie na imprezę urodzinową. Mieszkała niedaleko mnie, a było mi po drodze, wiec stwierdziłem, że wstąpię na kieliszka albo i dwa.
Na miejscu było ze 100 osób, jak to często bywa - na imprezie film mi się urwał. Budzę się popołudniu, ale coś mi nie gra: śpię ubrany w kurtce, przykryty kocem, w piwnicy jakiegoś innego domu... po chwili zorientowałem się gdzie jestem... w dowodzie trzymam 2 dowody osobiste - jeden aktualny i 2 stary - przecięty, nieważny, trzymany z sentymentu do zdjęcia. Kiedy impreza się skończyła, ktoś postanowił mnie odprowadzić (a właściwie to dowlec) do mojego mieszkania, spojrzał w zły dowód i zaniósł... przynajmniej tyle wywnioskowałem. Dobrze, że człowiek który kupił ode mnie dom 3 lata temu, skojarzył mnie i udzielił schronienia :D

Byłam na koncercie słynnej góralskiej kapeli "Trybunie Tutki". Występowali na dożynkach a jak wiadomo na takich imprezach zawsze znajdzie się kilku pijanych delikwentów.
Zespół się bardzo długo "stroił", ludzie się niecierpliwili a szczególnie pijani panowie.
Pani z zespołu (nieco przy kości, po prostu dobrze zbudowana:)) postanowiła nieco "rozgrzać" publiczność wołając do nich "Heeeeeej hoooo!"
A na to któryś z meneli: "Heeeeeej hoooo, niech gruba baba gro!"
Wszyscy ludzie to słyszący - totalna polewka :)

Wrocław, średniopóźny wieczór. Do prawie pustego tramwaju wsiadają Żul z Żulią. Żulia zasiada na jednym z wolnych siedzeń, a Żul staje nad nią, trzymając się oparcia i patrzy przed siebie nieobecnym wzrokiem.

- Co robisz? - pyta Żulia
- Myślę. - odparł Żul karcącym tonem.

W tym momencie tramwaj bierze ostry zakręt i Żul wykłada się jak długi u stóp ukochanej. Ta spogląda na niego z góry i konstatuje:

- Toś wymyślił!

Ostatnio byłam na koncercie ze znajomymi :D
Za nami stało dwóch starszych panów dość mocno zblazowanych przypominali takich osiedlowych pijoczków
Oczywiście bawili się najlepiej z całego tłumu aż nagle jednemu z Nich zadzwonił telefon :
Gosć: " No co tam Krokodylu?... Co msza ... trza Iść na różaniec... "

Do końca imprezy mieliśmy z gościa polew :D

Troszkę długie no ale... :)

Akcja miała miejsce może z dwa lata temu kiedy to zbliżał się termin wycieczki organizowanej przez sąsiednią wioskę co roku. A więc zaraz zgadaliśmy się z chłopakami by szybko wykupić sobie miejsce w autobusie na tyłach i rozkręcić małą imprezkę. No i nastał ten cudowny dzień, zaraz, jeszcze przed odjazdem poleciałem do kumpli by sprawdzić czy wszystko wzięli. Zaraz podjechał autobus i - sru - wszyscy na tył. Po 5 min. już wszystko było na miejscu, więc można było zaczynać spożycie alkoholu. Jako, że długa przed nami była droga, to nie żałowaliśmy sobie i wszyscy dali sobie w palnik, choć planowaliśmy to z robić w drodze powrotnej. No i jak to bywa, jak się spije 8 chłopa plus jakieś tam dziewczyny, które przyłączyły się w trakcie imprezy - hałas niesamowity. Nagle jeden zaczął śpiewać no to co, sam nie będzie przecież wył, więc reszta się zmobilizowała i ryczy na cały autobus, aż pasażerowie z przodu sami z nerwów na najbliższym przystanku kupili coś mocniejszego, bo na trzeźwo nie szło tego skowytu słuchać. No to pędzimy wszyscy radośni do przodu, aż tu nagle policjant macha lizakiem by zjechać na pobocze (byliśmy bardzo blisko ruskiej granicy)! Wszyscy panika, niektórzy z nerwów prawie wytrzeźwieli :). Nasza grupka nabąblowana, niektórzy już spali, inni ledwo kojarzyli co robią w ogóle w tym autobusie. Z przodu nie lepiej, niby starostwo a piło jak student w akademiku. Jeszcze ktoś coś tam krzyczy że niby kierowca sobie chlapnął! No nie, to koniec! Jeszcze wielu z nas niepełnoletnich a tu takie coś? Wszyscy zrezygnowani czekają na wyrok. Drzwi się otwierają, wchodzi policjant, cisza absolutna. Coś tam gada z kierowcą, kolega trochę się zbliżył do nich i szeptem mówi do nas, że to chyba jakiś rusek. Po rozmowie zaczął przechadzać się po autobusie i patrzeć na pasażerów zabójczym wzrokiem jakby coś tam mu się nie podobało. Już jest w połowie drogi do nas a tu ryp, wylatują puste butelki wódki z plecaka kolegi!!! Policjant szybkim krokiem do nas a wszyscy już zaczynają sie żegnać ze sobą i życzyć szczęścia w komisariacie czy Bóg wie gdzie nas tam zawiozą. Podchodzi, patrzy na butelki i nie pewnym głosem do nas: ,,Po-po-polacy?'' Odpowiadamy zgodnym chórem: "Tak!!!" Ten tylko głośno krzyknął: "Nasi!!!" I wypijając z nami kielicha wysiadł z autobusu życząc szerokiej drogi (niby) :D
Nawet nie wiecie jak kierowca był nam wdzięczny, choć cała wina leżała po stronie pasażerów ;P

Trochę długie, ale warto

Rzecz działa się na pod-białostockiej wsi. Czasowo jakieś 12 lat temu. Był koniec lipca, więc wiadomo... środek wakacji. Do wielu mieszkańców owej malowniczej podlaskiej "aglomeracji" zjechali się krewni, więc ludzisków do imprez nie brakowało. Praktycznie codziennie urządzaliśmy sobie jakieś ogniska przy piwie i ogólnie melanżowaliśmy do białego rana. Jednak jeden wieczór był szczególny. Ktoś wpadł na pomysł, że bezsensu jest przepłacać za piwo i wódkę, skoro we wsi można kupić bimber. Ten ów ekonomiczny pomysł od razu padł na podatny grunt i zrobiliśmy ściepę. Okazało się, że za litr tego wykwintnego trunku zapłaciliśmy 6zł (słownie: sześć). Nie ukrywam, ze był to niemały szok. Ale do rzeczy. Berbelucha była nierozrobiona, więc moc urzędowa powyżej 90% mogła nas obalić. Szybko skombinowaliśmy drugą butelkę i rozrobiliśmy to z wodą ze studni. Niektórzy zapewne wiedzą ze w takiej sytuacji powstały roztwór nabiera temperatury, co akurat nie jest pożądanym efektem. No ale nie mogliśmy pozwolić, żeby takie szczegóły zepsuły dobrą balangę i udaliśmy się polną drogą nad staw w celu rozpracowania owegoż trunku przy ognisku. Przebiegu nie muszę opisywać, bo to zawsze wygląda tak samo. Ciekawe było to co stało się potem. Jeden z kolegów (stały mieszkaniec owej wsi) nazwijmy go Piotrek trochę przesadził. Znaleźliśmy go z bratem za krzakami, trzymającego w objęciach taki wielki głaz, który notabene kompletnie obrzygał i wykrzykującego imię swojej dziewczyny. Postanowiliśmy więc delikwenta do domu odtransportować. Wzięliśmy go pod rękę i dawaj do wichury. Po drodze Piotruś w swoich krótkich przebłyskach świadomości wytłumaczył nam, ze nie może do domu wejść drzwiami, bo go stary na progu zabije i że mamy wsadzić przez balkon. Był to dom z takim wysokim parterem i balkon był jakieś 2 metry nad ziemią. Dom był w trakcie wykończenia, więc nie było jeszcze barierek, co zdecydowanie ułatwiło nam zadanie. A więc podsadziliśmy Piotrusia na ten balkon, on podziękował, zrobił krok, usiadł i zasnął. Nie mieliśmy ochoty już się dalej z nim szarpać, wiec poszliśmy z powrotem na imprezę. Nazajutrz po południu spotykamy się wszyscy na mleczarni (takie centrum rozrywkowe) i w końcu przychodzi tez nasz imprezowicz od "kamienia filozoficznego". Ku naszemu zdziwieniu ze złamanym nosem, podbitym okiem i bez jednego zęba z przodu. Wszyscy od razu pomyśleli, ze go ojciec jednak dopadł, no ale żeby tak syna skatować, to lekka przesada. Piotruś obalił naszą teorie opowiadając nam co się naprawdę wydarzyło. Wszystkiego dowiedział się od swojej siostry, która mieszkała w pokoju od tego balkonu. Piotruś nad ranem obudził się i wykrzykując coś chwiejnym krokiem zasuwa pod jej oknem, co ją oczywiście zbudziło. Niestety nie skręcił w miejscu, w którym były drzwi i poszedł dalej. Potem był już tylko huk 70 kilowego bezwładnego cielska spadającego na beton. Minęło już 12 lat, a co go widzę, to śmieje się na głos.

Gruba impreza. Nawalony wyszedłem z kumplami przed chatę odetchnąć trochę świeżym powietrzem. Jeden zaczął robić w pewnym momencie jakieś dziwne miny, łykać powietrze itd.
Wszyscy:
- Uwaga będzie rzygał!
Ten już się schyla by się nie zapaskudzić i.... puszcza bąka. Kolega wypala:
- Grzesiu chyba nie tą stroną, co?
Sam się prawie porzygałem ze śmiechu :D

Kiedyś wieczorem namówiłem kumpla, którego ciężko gdziekolwiek wyciągnąć, na piwko. Mieliśmy jedno wypić, bo wiedziałem, że facet ma słaby łeb, poza tym do roboty miał iść rano. No, ale oczywiście tankowaliśmy aż wszystko wydaliśmy. Sam ledwo kontrolowałem równowagę, no a kolega nie dość ze obijał wszystkie drzewa i ludzi, to jeszcze mamrotał coś o traktorach na głos. Wreszcie doszliśmy na pomost gdzie chcieliśmy sobie odpocząć, bo przejście 500m w jego stanie to sztuka, że hej! Na dodatek spotkaliśmy koleżanki, które widząc upojenie kolegi zaproponowały zakład, że jak podejdzie do lasek, które były w pobliżu (były nawet nawet) i zdobędzie nr tel. to kupią mu jeszcze dziś czteropak Żubra. Nie minęło 5 sek., już przy nich stoi, coś tam słychać że niby próbuje nawiązać z nimi kontakt, aż nagle zaczął krzyczeć pijackim głosem:
- k..wa!!! Daj ten pi#@$olony nr, bo zabije własnymi pięściami!!!
I co? I dała! Sam poleciałem po te browary :)

Sytuacja odbyła się na zjeździe pewnej strony www.
Ognisko, gitara i te sprawy, nagle pod bramę posesji przyjeżdża radiowóz. Ludzie myśleli, że to pustostan, i zgłosili "wtargnięcie". No to dostają wszystkie dokumenty, wszystko ok. Policjanci stwierdzają, że są głodni i pytają czy mogli by dostać po kiełbasce. Właścicielka oczywiście się zgadza i idzie przynieść owe kiełbaski. Tutaj wkracza wstawiony kumpel, który chwiejnym krokiem podchodzi do bramki i kwituje ich prośbę takimi słowami:
-Nie dla psa kiełbasa.
Policjanci zbulwersowani, pojechali sobie..
Ich miny, bezcenne.