Wszystkie teksty w kategorii "Alkoholowe": 236
- « Poprzednie 10
- Strona: 4 z 24
- Następne 10 »
Sytuacja autentyczna zasłyszana od braci. Północ, wesele w remizie, od strony kuchni próbuje dostać się pijak żeby zarobić darmową wódkę (założył się z kolegami o stówe że będzie miał weselna gorzałkę od kucharki) jednak ojciec panny młodej go wygonił. Po pewnym czasie pijak woła chłopaków i wywiązuje się taki oto dialog:
[P]pijak: Mistrzu skombinuj jakąś flaszkę.
[H]hubert: Co ja z tego będę miał?
[P]: Połowę mojej wygranej
[H]; Dobra (w tym momencie chłopaki odeszli)
Chłopaki wzięli pustą butelkę LUKSUSOWEJ i dolali wody. Dali tą "wódkę" pijakowi a on schował ją do spodni z tyłu. Gościu zrobił banana na twarzy.
I próbuje dalej:
[P]: Mistrzu przynieś zagrychę, może jakieś udko?
[H]: Spoko..
Wtedy Hubert wszedł na sale i zwinął dla pijaczka placek i boczek elegancko zapakowany w serwetki.
Gostek od razu rzucił się na placek, potem powoli konsumował boczek, wtedy padło hasło: ten boczek jest z psa ;D
Menel wypluł boczek i dodał : O kur** na serio?
Chłopcy: Nie ze świni.
Więc gostek zjadł boczek i wytarł sobie usta chusteczką a potem schował ją do kieszeni.
Na drugi dzień przychodzi ten sam menel i mówi do Huberta:
- Chodź no tu, chodź.
[H]: Daj mi spokój.
Wtedy podchodzi jeden z gości weselnych, a pijak:
- Ale mnie c**j wrobił przez niego przegrałem stówę i koledzy mnie pobili bo ich poczęstowałem wodą ku**a.
- #6036
- Pkt: -63
- Alkoholowe
- +
- −
- Daj na fejsa
Wiejska impreza w plenerze. Godzina około północy, Towarzystwo już lekko podchmielone, gdy nagle jednej kumpeli zachciało się siku. Próbuje namówić koleżankę, by poszła z nią, bo sama się boi chodzić w ciemności. Wywiązuje się dialog:
- Chodź ze mną, bo sama się boję.
- Idź sama, przecież nic ci się nie stanie.
- No chodź, bo boję się, że coś mi do tyłka wlezie.
Wtem z tłumu wyrwał się lokalny mistrz ciętej riposty:
- Weź mała przestań marudzić, kto by się tam do twojego tyłka chciał dobierać.
Dziewczyna wreszcie poszła sama i już tego wieczora się w towarzystwie nie pojawiała.
- #6034
- Pkt: -79
- Alkoholowe
- +
- −
- Daj na fejsa
Mój wuja (znany we wsi jako mistrz tekstów po spożyciu alkoholu) do kolegi który nie zamknął bramy:
- Teee Piotruś zamknij uliczkę bo przeciąg będzie :)
Mamy z tego bekę po dziś dzien :D
- #6021
- Pkt: -177
- Alkoholowe
- +
- −
- Daj na fejsa
W podwrocławskiej miejscowości jest melina jakich wiele. Właścicielem owego przybytku jest gość o ksywie Wojewoda. Razu pewnego podczas balu niekompletnie ubrana małżonka Wojewody podczas tańca nie wiem czy na stole czy w parze runęła na podłogę twarzą do niej tracąc przytomność (nie jest to nic dziwnego jak się ma prawie cztery promile we krwi). Na mecie chlory w szoku bo przy upadku pojawiło się troszkę krwi, przystępują do reanimacji a najtrzeźwiejszy z nich dzwoni po pogotowie podaje, ulicę adres oni pytają się o nazwisko, a on mówi:
- K*rwa nie wiem, ale to żona Wojewody
.. i potem to się działo: pogotowie, policja, nawet helikopter ratowniczy wylądował.
- #5940
- Pkt: 345
- Alkoholowe
- +
- −
- Daj na fejsa
Ostatnio bawiliśmy się na jednym weselu. Wesele było organizowane poniekąd chałupniczo - najpierw uroczysty obiad dla rodziny, tydzień później biba dla znajomych. Bibę zorganizowano w zaprzyjaźnionym ośrodku kultury, żarcie przygotowałyśmy całą babską ekipą, młodzi zadbali o część rozrywkową, zaś kolega Witula, powołując się na jakieś tam znajomości hurtownicze obiecał przytransportować alkohol.
Impreza już się zaczęła, młodzi odebrali od wszystkich życzenia i prezenty, gotowiśmy się bawić, a Witusia - nie ma. DJ puszcza imprezowe lodołamacze, ludzie wskakują na parkiet, zabawa trwa już godzinę, a Witusia - nie ma. Zaczynają się rozmowy na ten temat. Jedni niecierpliwią się brakiem napojów wysoko gazowanych, inni martwią się, że może coś mu się stało, jeszcze inni już układają scenariusze, co tym razem Wituś mógł wywinąć, łącznie z opcją, że zapomniał o imprezie. I w chwili, kiedy po towarzystwie krążył już kapelusz ściepowy na zakup czegoś dla przetrwania do przyjazdu alkoholu właściwego - pojawił się Witula. Od progu przepraszał, w pas się kłaniał i tłumaczył, że trafiła mu się najdziwniejsza kontrola drogowa w życiu.
Wyjechał z domu dość późno, a znajomą hurtownię miał aż w Sochaczewie (jakieś 70 km od miejsca imprezy), zatem dociskał mocno gaz. W drodze powrotnej "misie" zamachały mu lizakiem. "Przekroczył pan dozwoloną prędkość o 48 km/h, to będzie tyle to a tyle złotych mandatu i tyle to a tyle punktów karnych" no i rutynowa kontrola - dokumenty, apteczka, bagażnik... I nagle dziwnym zrządzeniem losu policjanci po prostu oddali mu dokumenty, pouczyli, życzyli szerokiej drogi i puścili bez mandatu. Faktycznie - dziwnie. Przy takim przekroczeniu prędkości raczej nie udaje się wymigać od mandatu, a tu taki psikus?
Zagadka wyjaśniła się po otwarciu bagażnika, gdzie zauważyliśmy, że z jednej ze skrzynek z wódką ubyły trzy butelki.
- #5890
- Pkt: 214
- Alkoholowe
- +
- −
- Daj na fejsa
Mój znajomy musiał wymyć mocno poplamioną ławkę w szkole, więc razem z kolegą udał się do najbliższego sklepu po denaturat. Jeden z nich podchodzi do sklepikarki.
- Poproszę butelkę denaturatu - prosi.
- Ja też poproszę butelkę denaturatu i butelkę "Heleny" - wtrąca się następny po nich w kolejce facet.
Ogólna konsternacja.
- "Helena" dla żony - dodaje po chwili.
- #5882
- Pkt: 147
- Alkoholowe
- +
- −
- Daj na fejsa
Do mojego kolegi podchodzi mały dzieciak:
- Daj coś słodkiego.
- A ile masz lat?
- Dziewięc czyli tyle co twoja stara.
Mina kolegi bezcenna :)
- #5876
- Pkt: -113
- Alkoholowe
- +
- −
- Daj na fejsa
Stoję w sklepie w kolejce i jestem świadkiem takich zakupów.
Klient: Jest maślanka smakowa?
Sprzedawca: Niestety nie ma.
Klient: To poproszę dwa browary.
- #5861
- Pkt: 309
- Alkoholowe
- +
- −
- Daj na fejsa
W sklepie nocnym facet przede mną mówi do sprzedawczyni podając wymiętoloną dychę:
- Najtańsze papierosy i pół litra denaturatu.
- #5843
- Pkt: -175
- Alkoholowe
- +
- −
- Daj na fejsa
Imprezka jakie co tydzień urządzamy. Alkohol, fajeczki, muza się sączy, laski przy innych stolikach udają, że solo dzisiaj wieczór... A ja mamusi obiecałem, że od tego tygodnia już nie sponiewieram się i nie wezmę piwska do gęby. Niestety - dzień w pracy parszywy, ale "utarg" był ponadprzeciętny więc trzeba było to oblać. "Ale tylko jedno, pół godzinki literackiej konwersacji i zostawiam kolegów, bo mamusia najważniejsza. Daje przecież schronienie staremu zagorzałemu kawalerowi ;-)".
Wpadam do lokalu, a tam kobietki równiutko wymieszane z kompanami, którzy podniesionymi rękami radowali się, że wszedłem w najodpowiedniejszym momencie.
Obietnice złożone mamusi, prysły wraz z delikatnym szumkiem i błogością stanu po pierwszym szybkim browarku.
To była jedna z przedniejszych imprez jakie w ostatnim okresie mi się trafiły i to nie była tylko moja opinia. Wychodząc i żegnając się z "przyjaciółmi" już móżdżyłem co zrobić i ewentualnie jak ugłaskać rodzicielkę. Niedaleko miałem więc i pomysłów niewiele się napatoczyło. Jeden z nich wydawał się najprostszy - skupić się, skruszyć i próbować nikogo nie zbudzić. Pomysł miał nikłe szanse powodzenia, gdyż mamusia czujny sen nabyła przez lata rodzicielstwa, więc w zanadrzu wymyśliłem jeszcze oblewanie przyjętych zaręczyn dobrego przyjaciela. To miał być plan B, ale dopiero po nakryciu mnie na gorącym uczynku.
Wchodzę więc cichutko przez domofon, potem delikatnie otwieram zamki na III p. (nie pamiętam jak wchodziłem trzy razy na drugie piętro i dlaczego w jednym bucie, a drugi w ręku). Wszedłem po cichu jak tylko potrafiłem do domciu, nie zapalając światła rozebrałem się w pokoju, wszystko w kosteczkę, spodnie w kancik, a że jesień już późna była to klamotów było kilka.
Ułożyłem się wygodnie, przykryłem i w błogostanie delektowałem się pozornym zwycięstwem nad kreowaniem swojego nowego, abstynenckiego wizerunku w postaci nawracającego się młodzieńca. Tylko zamknąłem oczy i odleciałem (a tak przynajmniej mi się wydawało) zbudził mnie wibrujący krzyk nad moją głową:
- Ty pijaczyno kończony! Alkohol wyżera ci mózg i skończysz w rysztoku! - itd...
Wiele jeszcze zdążyłem usłyszeć na swój temat, a raczej na stan w jaki się wprowadziłem minionej nocy. Siłą woli otwieram w tym zgiełku jedno oko i próbuję rozejrzeć się po rzeczywistości - szary poranek już był w pełni więc musiało minąć kilka godzin w czasie, jak mi się wydawało, króciutkiego snu. Ogarniam pokój i widzę wszystko jak na dłoni; ciapki razem stoją przy łóżku, spodnie przewieszone, żeby dało się dziś również je założyć, pozostałe rzeczy w jak największym porządku... Więc czego się czepia z samego rana!!??
- Czapkę byś chociaż zdjął!!
- #5836
- Pkt: 342
- Alkoholowe
- +
- −
- Daj na fejsa
- « Poprzednie 10
- Strona: 4 z 24
- Następne 10 »
