W podwrocławskiej miejscowości jest melina jakich wiele. Właścicielem owego przybytku jest gość o ksywie Wojewoda. Razu pewnego podczas balu niekompletnie ubrana małżonka Wojewody podczas tańca nie wiem czy na stole czy w parze runęła na podłogę twarzą do niej tracąc przytomność (nie jest to nic dziwnego jak się ma prawie cztery promile we krwi). Na mecie chlory w szoku bo przy upadku pojawiło się troszkę krwi, przystępują do reanimacji a najtrzeźwiejszy z nich dzwoni po pogotowie podaje, ulicę adres oni pytają się o nazwisko, a on mówi:
- K*rwa nie wiem, ale to żona Wojewody
.. i potem to się działo: pogotowie, policja, nawet helikopter ratowniczy wylądował.
