Mój znajomy musiał wymyć mocno poplamioną ławkę w szkole, więc razem z kolegą udał się do najbliższego sklepu po denaturat. Jeden z nich podchodzi do sklepikarki.
- Poproszę butelkę denaturatu - prosi.
- Ja też poproszę butelkę denaturatu i butelkę "Heleny" - wtrąca się następny po nich w kolejce facet.
Ogólna konsternacja.
- "Helena" dla żony - dodaje po chwili.
