Troszkę długie no ale... :)
Akcja miała miejsce może z dwa lata temu kiedy to zbliżał się termin wycieczki organizowanej przez sąsiednią wioskę co roku. A więc zaraz zgadaliśmy się z chłopakami by szybko wykupić sobie miejsce w autobusie na tyłach i rozkręcić małą imprezkę. No i nastał ten cudowny dzień, zaraz, jeszcze przed odjazdem poleciałem do kumpli by sprawdzić czy wszystko wzięli. Zaraz podjechał autobus i - sru - wszyscy na tył. Po 5 min. już wszystko było na miejscu, więc można było zaczynać spożycie alkoholu. Jako, że długa przed nami była droga, to nie żałowaliśmy sobie i wszyscy dali sobie w palnik, choć planowaliśmy to z robić w drodze powrotnej. No i jak to bywa, jak się spije 8 chłopa plus jakieś tam dziewczyny, które przyłączyły się w trakcie imprezy - hałas niesamowity. Nagle jeden zaczął śpiewać no to co, sam nie będzie przecież wył, więc reszta się zmobilizowała i ryczy na cały autobus, aż pasażerowie z przodu sami z nerwów na najbliższym przystanku kupili coś mocniejszego, bo na trzeźwo nie szło tego skowytu słuchać. No to pędzimy wszyscy radośni do przodu, aż tu nagle policjant macha lizakiem by zjechać na pobocze (byliśmy bardzo blisko ruskiej granicy)! Wszyscy panika, niektórzy z nerwów prawie wytrzeźwieli :). Nasza grupka nabąblowana, niektórzy już spali, inni ledwo kojarzyli co robią w ogóle w tym autobusie. Z przodu nie lepiej, niby starostwo a piło jak student w akademiku. Jeszcze ktoś coś tam krzyczy że niby kierowca sobie chlapnął! No nie, to koniec! Jeszcze wielu z nas niepełnoletnich a tu takie coś? Wszyscy zrezygnowani czekają na wyrok. Drzwi się otwierają, wchodzi policjant, cisza absolutna. Coś tam gada z kierowcą, kolega trochę się zbliżył do nich i szeptem mówi do nas, że to chyba jakiś rusek. Po rozmowie zaczął przechadzać się po autobusie i patrzeć na pasażerów zabójczym wzrokiem jakby coś tam mu się nie podobało. Już jest w połowie drogi do nas a tu ryp, wylatują puste butelki wódki z plecaka kolegi!!! Policjant szybkim krokiem do nas a wszyscy już zaczynają sie żegnać ze sobą i życzyć szczęścia w komisariacie czy Bóg wie gdzie nas tam zawiozą. Podchodzi, patrzy na butelki i nie pewnym głosem do nas: ,,Po-po-polacy?'' Odpowiadamy zgodnym chórem: "Tak!!!" Ten tylko głośno krzyknął: "Nasi!!!" I wypijając z nami kielicha wysiadł z autobusu życząc szerokiej drogi (niby) :D
Nawet nie wiecie jak kierowca był nam wdzięczny, choć cała wina leżała po stronie pasażerów ;P
