Autentyki - humor i rozrywka

Sytuacyjne

Kategoria dość specyficzna kategoria w serwisie. Wpadki słowne czy też sytuacje, które mają sens w danej, konkretnej sytuacji. Wtedy są śmieszne i zrozumiałe dla innych. Kluczem jest bardzo dobry opis zdarzenia.

Subskrybuj RSS dla kategorii Sytuacyjne.

Wszystkie teksty w kategorii "Sytuacyjne": 1008

Właśnie rozpocząłem tradycyjnym śniadaniem mistrzów kolejny piękny dzień, tradycyjnie, kawa i papieros na balkonie. Zaspany jeszcze, jak to w niedzielę. Zaraz koło balkonu mam okno od drugiego pokoju i na parapecie od tego właśnie okna dostrzegłem swojego domowego pchlarza (kota). Patrzę, a tam mój futerkowiec bacznie obcina co się dzieje na rewirze, więc stosując tradycyjną tytulaturę zadałem mu pytanie:
- Za czym tam śmierdzielu zaglądasz?
Niby nic nadzwyczajnego, ale pewnie nie zadałbym tego pytania, gdybym dostrzegł sąsiadkę na balkonie piętro niżej... tak po jej spojrzeniu i natychmiastowym wycofaniu się z balkonu wnioskuję, że ona z kolei nie widziała mojego kota...

Działo się to podczas sesji letniej. Żal za traconymi z powodu nauki urokami przyrody skłonił nas do wycieczki na pobliską łączkę. Zasiadłyśmy we cztery na kocyku, soczek do ręki, książka na kolana, nauka pełną parą. Wtem na horyzoncie pojawiła się męska postać. Postać przybliżyła się i będąc już parę metrów od nas przystanęła i ściągnęła z siebie wprawnym ruchem najpierw koszulkę, a potem resztę co tam miała na sobie i stanęła frontem, dumna z siebie chyba bardzo. Na widok ten na krótko zamarłyśmy w bezruchu, po czy w popłochu zebrałyśmy swoje rzeczy i runęłyśmy w drogę powrotną do akademika. Gdy trochę ochłonęłyśmy wywiązał się między nami taki dialog:
- Jessu co za zbok, skąd się tacy rodzą
- Nie wiem, ale z gęby całkiem jakby znajomy był.
- No mnie też się zdawało, że jakbym go już gdzieś kiedyś widziała, Gośka, co myślisz?
- Nie wiem… na twarz nie patrzyłam.

Wożę ci ja towarek do sklepów.przy tej okazji panie chcące być miłe proponują różne rzeczy.tym razem też tak było po dłuższym pobycie całkiem fajna pani proponuje:
- może kawę panu zrobić?
- nie lubię kawy.
- to co pan lubi?
- lody.
- to zrobię panu loda.
Czerwień jej lica była piękna, gdy już do niej dotarło co oznacza moja rozanielona twarz.

Scena łóżkowa ;), on i ja leżymy sobie niewinnie i tak sie dialog wywiązał:
[on]: choć tu do mnie się przytul...
no to ja się przysunełam bliżej i wtulam się czule
[on]: ...No, bo mi zimno było, a teraz odrazu cieplej.
[ja]: (z udawanym wyrzutem) A wiec tylko do tego jestem Ci potrzebna...
[on]: No nie no...jeszcze mogłabyś mnie po plecach podrapać..

Kilka dni temu leżę sobie z moją żonką w wyrku, małe śpi więc ja zabieram się powoli do rzeczy. W pewnym momencie ona mówi:
"Kup kotku jutro pół kilo mielonego to spaghetti zrobimy".

Wraca Zgroza z zajęć żeglarstwa.
- Mamo... kocham żeglarstwo.
Powiedziała to tonem tak uduchowionym, że zaczęłam nabierac pewności, że mi dziecko podmienili.
- Kochanie, a co najbardziej ci się w nim podoba?
- Urzeka mnie horyzont, gdzie niebo spotyka się z wodą...
Wykwitł mi na twarzy karp stulecia. Nie wiedziałam jak sprawę ugryźć:
- Zgrozo, czy coś się stało?
Dostałam odpowiedź już z normalną intonacją i miną:
- No, pan nam dał ulotki do czytania i tam było tak napisane, fajnie brzmi co nie?

Jadę sobie dziś autobusem z treningu, patrzę - a tu na jednym z przystanków wsiada kolega, z którym przed chwilą trenowałem, razem ze swoim rowerem marki kolarzówka. Podchodzę więc do niego i z tekstem:
- Opona?
- Tak cholera - odpowiada kumpel
Ja na to:
- No to życzę Ci, że by to była jedyna guma jaka Ci w życiu pęknie...
Pół autobusu w śmiech. A nieszczęsny rowerzysta najzupełniej poważnie:
- No fajnie by było, bo mi tego lata trzy strzeliły.
W tym momencie w autobusie chyba tylko kierowca zachował powagę...

Wracałam sobie z kumpelą z nad wody i w pewnym momencie wskoczyłyśmy w krzaczki - ona siusiu a ja zmienić podpaskę. Idziemy sobie dalej drogą, patrzymy a tu naprzeciw nas jedzie rowerzysta i trzyma w ustach moją podpaskę tą którą wyrzuciłam w krzakach!

Kiedy chodziłem na naukę jazdy (lipiec - sierpień) pojechałem z instruktorem po pewną babkę na wieś. Miała koło 38 lat, zmieniliśmy się i kiedy kierowała zobaczyliśmy na drodze gęsi. Kobita podjeżdżając puściła kierownicę i zaczęła machać rękami i wołać A SIO, A SIO!!!

Ptasia grypa. Działo się to na wsi, w moim sąsiedztwie. Wpadł do mnie mój wuj, lamentując, że kilka kur leży na ziemi w kurniku i ledwo się rusza. I, że to napewno ptasia grypa. Profilaktycznie zabił te kury i zakopał. Potem znów donosi mi, że następne 2 kury tak się zachowują. Tym razem zamknął je w innym pomieszczeniu i czekał "czy samo im może przejdzie". Okazał się, że niedługo były już zdrowe. To zaintrygowało mojego wuja i zaczął śledztwo. Przypomniał sobie, że te zabite kury wcale same nie zdechły. Zaczął szukać, co mogły zjeśc. No i znalazł- chleb nasączony sfermentowanym kompotem. Kury były po prostu pijane:) Wuj nie mógł odżałować tych uśmierconych.