Działo się to podczas sesji letniej. Żal za traconymi z powodu nauki urokami przyrody skłonił nas do wycieczki na pobliską łączkę. Zasiadłyśmy we cztery na kocyku, soczek do ręki, książka na kolana, nauka pełną parą. Wtem na horyzoncie pojawiła się męska postać. Postać przybliżyła się i będąc już parę metrów od nas przystanęła i ściągnęła z siebie wprawnym ruchem najpierw koszulkę, a potem resztę co tam miała na sobie i stanęła frontem, dumna z siebie chyba bardzo. Na widok ten na krótko zamarłyśmy w bezruchu, po czy w popłochu zebrałyśmy swoje rzeczy i runęłyśmy w drogę powrotną do akademika. Gdy trochę ochłonęłyśmy wywiązał się między nami taki dialog:
- Jessu co za zbok, skąd się tacy rodzą
- Nie wiem, ale z gęby całkiem jakby znajomy był.
- No mnie też się zdawało, że jakbym go już gdzieś kiedyś widziała, Gośka, co myślisz?
- Nie wiem… na twarz nie patrzyłam.
