Autentyki - humor i rozrywka

Sytuacyjne

Kategoria dość specyficzna kategoria w serwisie. Wpadki słowne czy też sytuacje, które mają sens w danej, konkretnej sytuacji. Wtedy są śmieszne i zrozumiałe dla innych. Kluczem jest bardzo dobry opis zdarzenia.

Subskrybuj RSS dla kategorii Sytuacyjne.

Wszystkie teksty w kategorii "Sytuacyjne": 1008

Witam!!! Ta nieprawdopodobna sytuacja wydarzyła się naprawdę, choć ciężko w to uwierzyć...
Było to z 15 lat temu. Niewielka miejscowość w woj.świętokrzyskim. Lato, popołudnie, straszna duchota, pachnie burzą, a my wpadliśmy na pomysł, żeby wykąpać się w jeziorze. Ponieważ mieliśmy ok 10 km do jeziora, oczywiście postanowiliśmy zlapać okazję, a że było nas łącznie 5 osób (ja,dwóch kolegów i dwie koleżanki) wiedzieliśmy, że nie prędko nam sie ktoś zatrzyma. Staliśmy na przystanku jakieś 10 min w tym czasie zaczął pokrapywać lekki deszczyk, a że było ciepło to specjalnie nam nie przeszkadzał, patrzymy jedzie jakiś niepierwszej młodości Żuk, więc go próbujemy zatrzymać(a jechał w nim oprócz kierowcy jeszcze chyba jego kolega).Ku naszemu zdziwieniu facet się zatrzymuje i mówi, żeby wskakiwać na pakę,bo do kabiny naturalnie się nie zmieścimy. Tak zwana paka była odkryta tj. bez plandeki i z drogi nie było widać,co kierowca na niej wiezie. Włazimy na pakę a tu szok...patrzymy a tu zakryta wiekiem trumna !!!...konsternacja, laski miały dylemat czy w ogóle wsiadać, ale facet krzyczy z szoferki żeby sie nie bać tylko wsiadać. No i jedziemy i się zastanawiamy czy trumna jest pusta czy jedziemy na pace w sześć osób. Dziewczyny panika w oczach...ale to to nic. Nagle jaja, otwiera się trumna i wychyla się z niej ręka...no i możecie sobie wyobrazić nasze miny...ja prawie się ze strachu posrałem, dziewczyny jeden pisk...I co się okazuje...klient z trumny mówi, żeby się nie bać, że on wcale nie umarł, tylko schował się przed deszczem i że wystawił rękę, żeby sprawdzic czy jeszcze pada. No faza była niezła. Okazało się, że ten żuk należał do jakiejś firmy pseudopogrzebowej cała trójka tych panów była jego pracownikami, no ale ten co wylazł z trumny miał fantazję (widać, że na śniadanie, obiad i kolację je tzn. pije tylko wino) no ale żeby wejść do trumny to mimo wszystko szacunek dla tego ziomka. Poźniej jeszcze okazało się, że trumna była niedopracowana i jechali do jakiegos lakiernika czy coś w tym rodzaju, ale kto zwraca uwagę w szoku na takie szczegóły czy trumna jest polakierowana czy nie...w kazdym razie nie zapomne tego do końca nomen omen życia.

Gadam z moją 6 letnią siostrą; konkretnie sprzeczamy się... Ona wiedząc, że nie ma już racji odpowiada cicho: nie wkurwiaj mnie...

Wrocław, na dworze zimno,

Siedzę z koleżanką w barze czekoladowym. Full lokal, nie ma gdzie usiąść, a my jako że wcześniej przybiliśmy to bez skrupułów zajmowaliśmy kanapę dla co najmniej 5 osób.

Podchodzi pewna para po lat 20-parę i chłopak uprzejmie się pyta:
"Czy są wolne miejsca?"

Z typowym dla mnie uśmieszkiem kiwam głową i odpowiadam:
"Tak... na zewnątrz"

Ubaw po pachy, para posłusznie wyszła ;)))

Pracuję w Deutsche Banku. Dzwoniąc do potencjalnego klienta rozmowę zaczynam standardowo...
- Dzień dobry, z tej strony XY, Deutsche Bank, czy mogłabym rozmawiać z właścicielem firmy?
Klient: tak, słucham?
- dzwonię do Pana z pytaniem, czy byłby Pan zainteresowany uzyskaniem kredytu gotówkowego /itp. itd./ ?
Kl: a jaki to bank jeszcze raz?
- Deutsche Bank
Kl: wie pani co... ja to kredytu nie potrzebuję... a poza tym to ja w Oświęcimiu mieszkam, a tu Deutsche... ja mam cały czas przed oczami to "arbeit macht frei"...

Kolega wchodzi do apteki i pyta panią farmaceutkę:
- Dzień dobry! Ma pani gazy???

Oczywiście chodziło o gazy opatrunkowe ;p.

Siedzimy sobie z kumplami w pokoju na biwaku. Nagle słychać głośne pukanie do drzwi. Kumpel lekko podirytowany podchodzi do drzwi i drze się:
- Kto tam k..wa???
Po otwarciu drzwi zamurowało go totalnie. Była to nauczycielka która patrząc się na niego z uśmiechem odpowiada:
- Hipopotam:)

Lista obecności u kumpla w pracy. Dwa nowe "nazwiska" na liście: jo i łon.
Kierownik wpada na sale i pyta kto to "jo i łon", jeden z pracowników odpowiada: jo to jo, a łon to nie wiem...

Jechałem swego czasu pociągiem, i w przedziale naprzeciw mnie siedziała sobie parka. On, około 50 lat, wielki, czerwony, nabrzmiały od alkoholu nos, wygląda koleś tak, jakby nie trzeźwiał od ukończenia podstawówki. Ona: w podobnym wieku , podobny wygląd, w analogicznym stanie trzeźwości. Przytuleni do siebie jak dwa nastolatki, otoczeni alkoholową aurą. Po chwili do przedziału wszedł niewysoki Tybetańczyk o wyglądzie Dalajlamy, w pomarańczowej tunice rodem z filmów kung-fu. Z widocznym wysiłkiem tachał za sobą torbę 2x większą od niego samego. Zapragnął zapewne wyrzucić ją na góre na półkę, ale chyba nie czuł się na siłach bo jakoś tak patrzył niepewnie to na półkę, to na nas, w końcu żul z czerwonym nosem wstał, jedną ręką złapał bagaż i cisnął go na górę, po czym usiadł. Tybetański mnich zrobił oczy jak talerze, pokiwał głową z nabożnym uznaniem tudzież zdumieniem przeogromnym jacy to mocarze kraj nad Wisłą zamieszkują, po czym powiedzieć raczył:
- You are veeery strooong maaan....
Na to menel odwrócił się:
- A bo to panie, trzeba dużo salcesonu jeść !!

Niedawno otwierałem portal społecznościowy dla fachowców: www.hey-ho.pl

- Od czego to hey-ho? - Pyta kumpel, gdy odwiedziłem go w pracy.

- Od piosenki krasnali.
- Jakich kuźwa krasnali, nic nierozumiem? - denerwuje sie tamten.
- Oj znana piosenka o Pracy... - macham ręką

Nagle wchodzi jego szef.

- Szefie, znasz jakąć piosenkę hey-ho o pracy? - popisuje się kumpel luźnym układem z szefem

- Znam! I jak się nie weźmiesz za robotę też ją poznasz!!!:

"Hey-ho, hey-ho
jesteśmy z MPO
zbieramy gnój
bo jakiś ch..j
rozrzucił go..."

Zasłyszane. Podobno autentyk.

Pewien aktor miał w jednej ze scen przeczytać dość długi list. Ponieważ list był faktycznie długi, więc na kartce miał całą treść. Jednak koledzy aktorzy postanowili go "ugotować". W scenie z listem służący podał mu... pustą kartkę. Ten rzucił okiem, oddał służącemu i powiedział "Masz, ty czytaj...."