Autentyki - humor i rozrywka

Alkoholowe

W tej kategorii znajdziesz teksty związane z imprezami, efektem dnia następnego i akcjami podczas "odlotu". Tutaj powiedzenie "Polak potrafi" nabiera całkiem nowego znaczenia.

Subskrybuj RSS dla kategorii Alkoholowe.

Wszystkie teksty w kategorii "Alkoholowe": 236

Poszedłem se przed chwilą na stację Orlenu co by braki piwne uzupełnić. Na środku stał gościu oparty o filar. Ze dwa metry wzrostu. W gajerze. Bujał się jak brzoza na wietrze i usłyszałem:
- Jacuuuuś? Jaceek? To ja... No juuuuż jadę do cieeeebie... Wypijeeeemy coooś... No jadę już! Jak to gdzieee jestem?! W TAKSÓWCE!

Raz na melanżu poszlam z kolega dokupić zaopatrzenie i bylam już po czystej i to po kilkunastu kolejkach! wchodzę do całodobowego sklepu monopolowego i ide do kasy i mówie "poprosze 10 królewskich" a kasjerka do mnie "poprosze dowodzik" a ja nagle taki bełt!!! hehehe potem szybko w końcu nie kupujac tych piw spierdolilam!!!

Zapodaje niniejszym krótka rozmowe SMSami z moja mloda po sylwestrze:
- Czemu jestes na mnie zla?
- ...
- Czy ja odwalilem jakas chora akcje, czy zle pamietam?
- ... tak
- Calowalem sie z Anka???
- ... nie
- To z kim?
- .... z psem....
- Jezu... i dlatego jestes na mnie zla?
- ... nie...
- To dlaczego????!!!
- ... bo pozniej chciales sie calowac ze mna...

W tygodniu ubiegłym, mieliśmy w pracy spotkanie śledzikowe. Dziatwy sporo, pustych flaszek jeszcze więcej. W pewnym momencie wstaje (choć to może zbyt szczodre okreslenie dla tych żałosnych prób osiągnięcia i utrzymania pozycji pionowej) i mówi:
- Wypijmy za kobiety, żeby pamiętały że brzydcy i grubi męzczyźni też mają prawo...
I tu przerywa kobiecy głos z sali (zapis fonetyczny):
- Mają prawo i lewo renke i jakoś sobie poradzą

Siedzimy z kumplami w knajpie przy piwku. Obok siedzi facet tak na oko 35 lat zalany prawie w trupa. W pewnym momencie pojawia się koleżanka (blondynka) wyjątkowo głupia i zaczyna zanudzać nas swoimi opowieściami. Po 15 minutach wyskakuje z tekstem:
- Wiecie co, ja jestem wegetarianką i nigdy nie wezmę mięsa do ust.
Na to gościu ze stolika obok podnosi głowę i mówi:
- A ch*j to co? Ryba?

Mój bliski przyjaciel opowiedział, jak to prowadził auto, a obok siedziała ewidentnie pijana kobieta.
On prowadzi i nagle słyszy jej zmęczony, zniechęcony i zrozpaczony głos:
- Nie ma już dla mnie miejsca w galaktyce...

Powrót brata.
Nie cały powrót tu się liczy, lecz jedynie ostatni etap, ok. 4 nad ranem. Co się działo wcześniej? Tego nikt nie wie. Wiadomo jedynie, że brat odprowadzony przez kolegów pod klatkę, wszedł do niej i dotarł pod drzwi naszego mieszkania. Zmęczyło się biedaczysko tak bardzo (parter!), iż padło i nie mogło wstać. Obudził nas (mama, ja i ojczym) kopiąc w drzwi i krzycząc: "Wnieście mnie!!!".

Kiedys obudzilem sie na wielkim kacu. Rozumiecie, leb jak sklep, suszy, ledwo na oczy widze. Przeciagam sie przed oknem, patrze a tu po mojej ulicy ida wielblady z beduinami na grzbiecie, dwa slonie z jakimis sultanami oraz jakies arabskie ksiezniczki prowadza na smyczy tygrysy. Przeerazony budze zone ze mam delirium, zeby dzwwonila na pogotowie bo sfiksowalem! Ona wstala popatrzyla do okna i spokojnym glosem powiedziala: "Durniu niedaleko jest cyrk.
Dzisaj maja spektakl i tak sie reklamuja". Wyobrazcie sobie jaka mialem mine".

Pojechałem kiedyś ze starszym i z kumplem do rodzinki w Mielniku (taka miejscowość koło Białoruskiej granicy:D) Wszystko fajnie, posiedzieliśmy, pogadaliśmy i mieliśmy w planach iść na jakąś impreske. A że "miasto" nie za duze to trafiliśmy na festyn. Po wysączeniu dużej ilości browarów postanowiliśmy się przeżucić na vódkę i tak tez zrobiliśmy. NIestety w sklepie nie było nic prócz Zielonego Absolwenta(!). Chcac nie chcac kupilismy i wypilismy. Wszystko ok, wroclismy do domu, przespalismy sie i na drugi dzien do kościoła (jako że niedziela wypadła:) ). W sumie wszystko było super na imprezie procz tego ze spierdalaliśmy z kościoła bo kumpel nie strawił wódki i obrzygał babcie stojącą przed nim:D Ze śmiechu wypierdoliłem się na schodkach z kościoła a o kumplu zapomniałęm..a biedny tam został i jak się pozniej okazało musiał sprzątać kościół i wyprać babci swetr :D
P.S. Nie polecam Zielonego Absolwenta..nie daje rady :D

Pewnegi piękniego dnia przed pracą postanowiliśmy z kolegą uraczyć się drobną ilością pewnego napoju energetyzującego zwanego potocznie Wiśnióweczką.
Wchodzimy do "restauracji" i kolega (K), Pani zza baru (P) (urocze blond dziewcze) i ja (J) rozpoczynamy dialog:
K: Dzień Dobry ma Pani Wiśnióweczkę??
P: Niestety nie.
J: A może Krupniczek sie znajdzie??
P: Też niestety nie ma, ale za to rosołek mamy pyszny...