Pojechałem kiedyś ze starszym i z kumplem do rodzinki w Mielniku (taka miejscowość koło Białoruskiej granicy:D) Wszystko fajnie, posiedzieliśmy, pogadaliśmy i mieliśmy w planach iść na jakąś impreske. A że "miasto" nie za duze to trafiliśmy na festyn. Po wysączeniu dużej ilości browarów postanowiliśmy się przeżucić na vódkę i tak tez zrobiliśmy. NIestety w sklepie nie było nic prócz Zielonego Absolwenta(!). Chcac nie chcac kupilismy i wypilismy. Wszystko ok, wroclismy do domu, przespalismy sie i na drugi dzien do kościoła (jako że niedziela wypadła:) ). W sumie wszystko było super na imprezie procz tego ze spierdalaliśmy z kościoła bo kumpel nie strawił wódki i obrzygał babcie stojącą przed nim:D Ze śmiechu wypierdoliłem się na schodkach z kościoła a o kumplu zapomniałęm..a biedny tam został i jak się pozniej okazało musiał sprzątać kościół i wyprać babci swetr :D
P.S. Nie polecam Zielonego Absolwenta..nie daje rady :D
