Wszystkie teksty w kategorii "Alkoholowe": 236
- « Poprzednie 10
- Strona: 14 z 24
- Następne 10 »
Historia troszke dluższa, działa się dawno temu, za czasów gimnazjum...Wiadomo, pierwsze przygody z alkoholem, ktore to konczyly sie mniej lub bardziej ciekawie. Wiec postanowilismy z grupka kolegow zrobic sobie zakrapiana impreze sylwestrowa, bo przeciez bylismy juz w tak powaznym wieku to co bedziemy siedziec przy herbacie;) Ale z braku innego lokum wybor padl na mieszkanie rodzicow mojego kolegi, ktorego matka byla wowczas nasza dyrektorka w szkole(!!!) Rodzice wyszli na impreze i zapewnili tegóź kolege ze wroca rano...Jak sie pozniej okazalo nie dotrzymali slowa...;)
Więc sytuacja przedstawiała sie nastepujaco: siedzimy sobie w najlepsze, caly stol zawalony flaszkami, a to co jeszcze nie wypite kolega bardzo pomyslowo schowal pod lozko swojej mamy, na ktorym z reszta spal sobie smacznie jeden z kolegow, ktory, powiedzmy, troche zle sie poczul;) oczywiscie obok łożka wielki kubel wypelniony po brzegi zawartoscią jego żołądka...ale cóż, pomysleliśmy, zdarza się, do rana chłopak wytrzeźwieje i wszystko sie ogarnie i nikt nic nie pozna...I piliśmy sobie dalej wesoło do momentu az zadzwonil domofon...Konsternacja...co robić...wywala nas ze szkoly...No to kolega-syn dyrektorki rzucil "No zrobcie cos!" . Na te slowa trzy osoby wyskoczyly przez balkon nie zabierajac nawet butow, reszta zaczela sie panicznie krzatac po domu. Gdzie flaszki? pod wanne! gdzie kubel z wymiocinami? za drzwi! no i zostala niewygodna sprawa: gdzie nieprzytomny kumpel??? no coz...na balkon;p (bylo - 25 stopni, nie stety nie zdazylismy go nawet ubrac, wyladowal tam w samej koszulce i spodniach) Oczywiscie panika rosnie, rodzice juz na korytarzu, a wiec ktos nie zastanawiajac sie dlugo pogasil telewizor i swiatla w calym domu...hmm...jakos dziwnie sie zrobilo pomyslelismy, zwlaszcza ze jego rodzice od poczatku wiedzieli ze zrobimy tam impreze, tylko ze miala byc muzyka i tance a nie flaszki i zwłoki;) Słychać juz jak przekreca sie klucz w zamku..."zapal to światło debilu, bo co oni sobie pomysla jak wejda?? ze dlaczego niby po ciemku siedzimy?? duchy wywolujemy??" - rzucil blady jak sciana syn dyrektorki...Wiec znowu panika, ktos szuka pilota do tv po ciemku, pilot wpadl do salatki, caly obklejony, wiec coz szybko szybko sru pilota przez okno i odpalamy tv recznie;)...w momencie gdy otworzyly sie ktos rownoczesnie zapalil swiatlo w pokoju...rodzice juz w przedpokoju...tv odpalony recznie juz dziala i oczywiscie co w nim leci...pornosy...pilot za oknem...gdzie te przyciski??!!! za pozno...otwieraja sie drzwi do pokoju obijajac sie glosno o kubel z wymiocinami ktory bardzo pomyslowo tam schowalismy;) w drzwiach ukazuje sie ojciec, na szczescie tez lekko podpity, zmierzyl nas wzrokiem...wszyscy bladzi...spojrzal na telewizor;) No to synuś nie mając juz nic do stracenia pojechał po całości i do ojca: "Tato wyjdz bo fajne sceny leca!"...Wszyscy zdretwieli....ze niby co my tam przyszlismy robic??;p ale na szczescie ojciec byl "z jajem" i rzucil tylko: "oj synku synku...ja takie rzeczy to mam na codzien", juz chcial wychodzic, nagle obrocil sie i dodal: "a co reszta pewnie na balkonie??" O nie!!! juz widzielismy przed oczami wezwania do sadu o demoralizacje, rodzicow w szkole, szlaban na 5 lat...A synuś oczywiście dalej zgrywał kozaka i rzecze: "Chcesz to sprawdz"...Milczenie...Nikt nie oddycha...Ojciec zawahal sie...wyszedl ufffff!;) rodzice jeszcze chwile pokrecili sie po domu i w ogole nieswiadomi scen jakie rozgrywaly sie tam jeszcze 10 min. wczesniej spokojnie wyszli z powrotem na impreze zyczac nam udanej zabawy...oczywiscie jak tylko wyszli musielismy lyknac pare glebszych zeby dojsc do siebie;) ale moment! Zapomnielismy o jegomosciu na balkonie!!! Jezus Maria pewnie juz zamarzl!!! Wybiegamy na balkon...a kolega sobie beztrosko spi, przytuliwszy sie do jakiegos jeszcze cieplego garnka z zupa, ktora tam wystawilismy wczesniej zeby ostygla:) leżał tak juz dobre pół godziny... ominęło go najlepsze:) z resztą trzeźwiał jeszcze długo i w drodze do domu dokonal wyczynu, ktorego do dzisiaj nie jestesmy w stanie wyjasnic - zgubił sznurówki z butów!!! ...A i rano nawet pilota znaleźliśmy na trawniku;)
- #2565
- Pkt: 1217
- Alkoholowe
- +
- −
- Daj na fejsa
Podążając za prostą radą, którą przeczytałem w gazecie, "Sposób, aby osiągnąć spokój wewnętrzny - to "dokończyć wszystkie rzeczy,
które zacząłeś..." Wiec rozejrzałem się po domu, aby znaleźć rzeczy, które zacząłem i nie dokończyłem...
I zanim wyszedłem z domu dziś rano skończyłem:
- butelkę czerwonego wina,
- butelkę białego,
- Baileysa,
- Black & White,
- Wild Turkey,
- Absoluta,
- trochę walium,
- niedopalonego jointa,
- resztę tortu orzechowego
- i pudełko czekoladek.
Nie macie pojęcia, jak zajebiście się czułem :)
- #2547
- Pkt: 415
- Alkoholowe
- +
- −
- Daj na fejsa
Siedzimy sobie z kumplami w barze, nagle jakis zalany w trupa pijaczyna przyrżnął w drzwi, mocował się chwile, otworzył, zachwiał i poleciał do przodu, ledwo trzymając sie na nogach oparł się o bar i krzesło.
Zaciekawiony barman pyta: - coś podać?
pijaczyna popatrzył, przymrużył oczka, i rzekł: - Jaaa dzisssiaaj ty-tyl-tylko! wodę, boo pro-prowadzę!
Cał bar śmiał się długo po wyjściu zacnego 'kierowcy'.
- #2512
- Pkt: 88
- Alkoholowe
- +
- −
- Daj na fejsa
Leży gościu w rowie i pokazuje na gwiazdy:
-Mały wóz duży wóz, o k... radiowóz!!
- #2502
- Pkt: -197
- Alkoholowe
- +
- −
- Daj na fejsa
Stódniówka , zimowa aura w pełni , sniegu i mrozu pod dostatkiem , 2 znajomych
ostro sie spiło i przespali wieksza czesc czasu .Odbierał ich ojciec wsiadają do auta
a ojciec pyta "no i jak sie impreza udała " na co jeden z nich "aaaa sylwester jak sylwester ". Bez komentarza :P
- #2500
- Pkt: 306
- Alkoholowe
- +
- −
- Daj na fejsa
Poligon w Drawsku Pomorskim. W plutoie był koleś. 120 kilo wagi prawie dwa metry wzrostu. Kawał chłopa to mało powiedziane... Zadekowaliśmy się gdzies, a że z kwatermistrzostwem układ był dobry, to i zagrycha do flaszki się znalazła.I to do niejednej. Wieczorkiem pluton zostaje oddelegowany do noszenia podkładów kolejowych (koło 85 kg sztuka) Kolo paker bierze taki podkładzik na ramię i zapycha sam jeden szerokimi zygzakami z miejsca na miejsce. Przejezdżał akurat samochód z oficerem. UAZ się zatrzymał, wysiada gość w randze KAPITANA. Patrzy sie kapitan i patrzy jak kolo zygzakiem na chwiejnych nogach targa sam jeden po takim podkładziku. W końcu nie wytrzymuje, podchodzi do kolesia i pyta:
-A dokąd to wy żołnierzu niesiecie ten podkład?
Paker się zatrzymuje, Przybiera postawę zasadniczą, choć ledwie trzyma sie na nogach i drze sie na całe gardło.
-Jak daaa rade to na Berlin!...obyaaatelu generale!
Kapitan zdębiał, po czym wykrztusił tylko - to noście tak dalej. I sobie pojechał w swoją stronę...
- #2349
- Pkt: 362
- Alkoholowe
- +
- −
- Daj na fejsa
Kilka tygodni temu w zimny sobotni wieczór po obfitych deszczach razem z kilkoma kolesiam (19-25)i wyszliśmy na dwór pogadać. Staliśmy w jedynym nie splugawionym przez błoto kole trawnika. Jak to bywa rozmowa klei się dopiero po kilku piwach, przewidziawszy to zakupiliśmy kilka reklamówek owego trunku. Piwko, papierosek, rozmowa o prozaicznych rzeczach. Po etnej puszcze każdy przekrzykiwał drugiego, śpiew, krzyki, zataczanie się, śmiech taka sytuacja trwała dość długo. Ciemna noc trwa, telebocząc się na zimnie z piwem w reku trwamy również. W pewnej chwili Krzysiek postanowił się odlać, odwrócił się, z rękami w kieszeni oddala się. Jednak jakaś nie moc chwyciła jego nogi co spowodowało upadek w błoto. Ręce w kieszeni, twarz w błocie, leży nie ruchomo. Po kilkunasty sekundach zamilkliśmy, Rafał podszedł do plażowicza a w jego głosie prócz odoru alkoholu dało się wyczuć troskę i strach:
-Krzychu!!! Żyjesz??!!
Krzysztof uniósł lekko głowę i zmarnowanym głosem:
-Żyje...ale co to za życie...
- #2329
- Pkt: 247
- Alkoholowe
- +
- −
- Daj na fejsa
Było to w październiku 1987 roku w Warszawie. 4 klasa technikum. Impreza zaczęła się u kumpla na Francuskiej, koło północy przenieśliśmy się do kumpla na Ząbkowską, a tak o Trzeciej w nocy postanowilismy iść na trzecią imprezkę do kolesia na Blaszaną. Poszliśmy w pięciu. Jeden z kolegów bardzo źle poczuł się w okolicach "Czterech śpiących" i zaczął kierować tam ruchem na środku skrzyzowania. Ale że o trzeciej w nocy nic nie jeździło, przeto zrezygnował i położył się na jezdni. Nie dało się go ruszyć. W końcu we czterech wzięliśmy go za ręce i nogi i ruszyliśmy na tą Blaszaną. Ale jak tu z takim trupem wjeżdżać na imprę? Postanowiliśmy go podcucić troszkę. Wykombinowaliśmy, że Wisła blisko więc podcucimy go wodą. Zeszliśmy pod most Śląsko-Dąbrowski i jako że sami bylismy wstawieni posadziliśmy go w wodzie na brzegu. Zima woda ocuciła go, ale zamiast wyjść zaczął się drzeć i chlapać woda naokoło. W tym momencie z mroku z góry zszedł do nas patrol ZOMO (jeszcze wtedy było to zomo) i najpierw puścili w ruch elastyczne przedłużenia konstytucji a potem zaczęli pytać. Nie dali sobie wytłumaczyć, że my go cucimy a nie topimy. W efekcie wylądowaliśmy na Cyryla i Metodego a ofiara na wytrzeźwiałce. Rano zabrali nas do oficera który walnął nam umaralniająca pogadankę. Na nasze prośby "Panie kapitanie, pan nie zawiadamia szkoły" odpowiedział tylko "Ja wam k..wa nie zawiadomię"... ale nie zawiadomił :)
- #2289
- Pkt: 121
- Alkoholowe
- +
- −
- Daj na fejsa
sylwester 2006r
piliśmy wino wódkę i szampana przed godz. 00.00 z 11 osób zostało 5 ja i 4 moich kupli nie miałam zamiaru pić ale mówili sylwester jest tylko raz w roku ... FILM mi się urwał rano znajduje w moim staniku 3 zużyte kondony ale do tej pory nie wiem czy coś było ;/ ale na 2 dzień kumple zapraszali mnie na następnego Sylwestra iz ta samą ekipą :P POZDRO!
- #2287
- Pkt: -267
- Alkoholowe
- +
- −
- Daj na fejsa
Kumpel , Mateusz , nigdy na żadnej imprezie nie stroni od alkoholu ani innych używek . W zasadzie to je zawsze miesza i praktycznie przedawkowuje . Tak bylo i tym razem : Mateusz po baardzo ostrej imprezie wraca do domu , przy pomocy kolegów , bo sam w sumie to mogły sie co najwyżej czołgać , choć moze i tego nie byłby w stanie . Odstawiony pod same drzwi coś koło poł godziny mocował sie z zamkiem w celu otwarcia go . Mimo stanu wrecz koszmarnego starał sie zachowywac jak najciszej żeby tylko nie obudzic spiacych w domu rodzicow . Wczołgał sie wreszcie jakos do domu , dowlókł do łóżka i powoli przysyia , ale nagle czuje koszmarne parcie na pecherz . Leżał tak coś koło godziny ponieważ jak relacjonuje " miał nadzieje , że samo przejdzie" .Wreszcie , w obliczu coraz badziej realnej wizji zasikanai łóżka , zebrał sie w sobie , wstał i idzie powolutku do łazienki . Dochdzi wreszcie w pobliże drzwi , po ciemku namacał klamke i próbuje otworzyc drzwi toalety. Nic .ciagnie , szarpie , naciska , napiera na nie - ni cholery nie chca sie otworzyc . Zaczyna je szarpac , walić , nic , drzwi jak byly zamkniete tak pozostały. Rozjerzał sie dookoła , po czym jebnął w drzwi pieścia z krzykiem " A ch.j wam w dupe drzwi pierdolone " , poszedł do pokoju i wysikał sie przez okno .
Rano budzi go pukanie do drzwi pokoju - ojciec . Ale co dziwne , rekaw koszuli nocnej cały powyciagany w niektorych miejscach porwany , na dłoni ojca widoczne czerwone zadrapania i do kumpla z tekstem :
- Mateuszku ,ciesze sie ze wrociles nie budzac mnie ani matki , rozumiem , ze byles w takim stanie ze mogłes byc agresywny , bo ja tez tak czasmi mam , ale czemu nazwałes mnie drzwiami i życzyles mi chuja w dupe to do konca zycia nie zrozumiem.
Przez nastepny miesiac ziom ze strachu nie chodzil na imprezy.
- #2278
- Pkt: 515
- Alkoholowe
- +
- −
- Daj na fejsa
- « Poprzednie 10
- Strona: 14 z 24
- Następne 10 »
