Siedzimy sobie z kumplami w barze, nagle jakis zalany w trupa pijaczyna przyrżnął w drzwi, mocował się chwile, otworzył, zachwiał i poleciał do przodu, ledwo trzymając sie na nogach oparł się o bar i krzesło.
Zaciekawiony barman pyta: - coś podać?
pijaczyna popatrzył, przymrużył oczka, i rzekł: - Jaaa dzisssiaaj ty-tyl-tylko! wodę, boo pro-prowadzę!
Cał bar śmiał się długo po wyjściu zacnego 'kierowcy'.
