Autentyki - humor i rozrywka

Sytuacyjne

Kategoria dość specyficzna kategoria w serwisie. Wpadki słowne czy też sytuacje, które mają sens w danej, konkretnej sytuacji. Wtedy są śmieszne i zrozumiałe dla innych. Kluczem jest bardzo dobry opis zdarzenia.

Subskrybuj RSS dla kategorii Sytuacyjne.

Wszystkie teksty w kategorii "Sytuacyjne": 1008

Mój syn przyszedł dziś do domu z nową dziewczyną.
- To jest Kasia.
- Miło cię poznać. Wiele o tobie słyszałem.
- Serio? Mam nadzieję, że same dobre rzeczy.
- Naturalnie, że tak. Mój syn to szczęściarz, że ma ciebie. Ja musiałem czekać półtora roku zanim jego matka dała mi od tylca.

Pewnego dnia przyszedł do mnie [K]umpel.
Zaczęliśmy grać w Battlefielda.
K: Czemu gramy w multi?
Ja: Bo wole strzelać do ludzi niż do komputera.

Mieliśmy wyjątkowo ciężki tydzień. Kolega, którego niedawno nawiedziła teściowa, opowiada, jaka spotkała go niespodzianka.
- Wracam do domu, taki zmęczony, wypruty. I tak sobie myślę, że przecież w lodówce mam jedno piwko, chłodzi się od paru dni. Już sobie wyobrażam, jak siądę w fotelu i się go napiję. Wracam, otwieram lodówkę, a tam pusto. Pytam żony "Gdzie moje piwo?", a ona na to "Mamusia wczoraj wypiła."

Rzecz dzieje się w Londynie...Dwóch kolesi- Polaków jechało metrem... Na przeciwko nich usiadł murzyn obwieszony jak choinka złotymi łańcuchami... Jeden mówi do drugiego:
-Ty zobacz jak się skur***syn obwiesił
Na to murzyn do nich po polsku:
- Jak się pracuje to się ma!
Mina gości bezcenna. Pierwsza stacja i już ich nie było :)

Słoneczna sobota, z racji tak pięknej pogody w lato w tym czasie a aptekach ogólnodostępnych może być zmniejszony ruch. Zostałam akurat w ten dzień sama w aptece na okienku i ruchu nie miałam zbyt dużego. Spokojnie sobie układałam towar, przeglądałam recepty i w ten przychodzi starszy klient z receptą na "niebieskie tabletki", sięgam do szuflady po lek, sprawdzam poprawność recepty ponownie i zatwierdzam receptę, po czym słyszę:
- o akurat nikogo nie ma w aptece, więc niech mi Pani szczerze powie, czy ja po tych tabletkach nie zarucham się na śmierć?
Nie mam problemów ogólnie z rozmową z pacjentami, ale w tamtej chwili zwyczajnie mnie zatkało...

W mojej okolicy kobieta zadzwoniła na policję, że jej ścianę wokół bankomatu pomalowali. Policjant zdziwiony odpowiedział, że to ściana banku i mogą sobie ją pomalować. "Ale ja tam miałam napisany PIN!"...

Jechałam tramwajem w Poznaniu, była zima. Obok siedział ojciec z dzieckiem około 7 letnim.
Chłopczyk ciągle przytykał język do szyby, a ojciec za każdym razem mu tego zabraniał. A ostatni ich dialog wyglądał tak:
- Synku ile razy mam Ci powtarzać, że masz nie przytykać języka do zmarzniętej szyby,,
Zdenerwowane dziecko odpowiedziało:
- A mama ciągle Ci powtarza, żebyś nie sikał do zlewu,a ty wciąż to robisz.
Cały tramwaj w śmiech, ojciec uciekł z małym na najbliższej stacji.

Znajomy aktor opowiadał, jak to we Wrocławiu, po zjedzeniu obiadu w jakimś barze (o powiedzmy nie najwyższym standardzie, ale blisko teatru) zapytał "Pani Bufetowej":

- Można tu płacić kartą?

Na co usłyszał z ust wyżej wymienionej:

- Taa, chyba se nią po piźd*ie przejadę!

Rzecz cała działa się przed kilkoma godzinami... Idę sobie kulturalnie, jak Pan Bóg przykazał, na spacerek z czworonogiem mym wiernym, aż tu nagle... patrzę... jakaś reprezentacja Holandii pracuje w pocie czoła nad bliżej mi nieznanymi rurami i studzienkami. Kopią sobie jakieś dołki i wkładają w nie takie wieeeelkie rury (bardzo fachowe określenie, czyż nie?). W pewnym momencie koparka wykopała kawałek jakiejś starej rury, która już w tej drodze zakopana być musiała w czasach dawniejszych. Na wieść ową odezwał się szef całego tego bałaganu:
- Panowie... Nosz ku**a, tak dalej być nie może... Przecie kawałek dobrej rury wy***ało (kilka dynamizatorów pominąłem z wiadomych względów). Brać mi się tu zaraz i wyciągać to gówno.
Na te słowa rzuciła się od razu brać holenderska i jęli się mocować z ową rura.
Wyjęli ją w końcu... A była ona potężna, jakieś 5 metrów długości i metr średnicy. Na to znowu ozwał się szef:
- Dobra robota. Macie po piwku gratis dzisiaj.
Na to zagrzmiał jeden z pomniejszych pracowników:
- Ależ szefie... Co to w ogóle za rura? Przecież to do ch**a niepodobne...
Riposta szefa była natychmiastowa:
- Zależy do czyjego...
Powietrze napełniło się gromkim śmiechem braci pracowniczej, a ja pokulałem się posłusznie do domu w celu bliżej nieokreślonym...

Gadamy o pierdołach. Nagle zeszło na to, że w pobliżu bloku, gdzie kumpel mieszka, często pojawiają się dziki.
k1: Ja coś jeszcze z auta wyciągałem, sąsiadka z synem i psem na spacer w kierunku lasu poszli. Za chwilę wracają biegiem, jakby się paliło, i sąsiadka krzyczy "uciekaj, ona zaraz tu będzie!". Nie zajarzyłem o co jej chodziło, jaka ona, dalej w aucie grzebię i nagle słyszę "chrum, chrum", wychylam się z samochodu, a tam taka wielka, na oko 150 kg locha...
k2: Nie mówiłeś, że twoja teściowa wpadła w odwiedziny.