Autentyki - humor i rozrywka

Sytuacyjne

Kategoria dość specyficzna kategoria w serwisie. Wpadki słowne czy też sytuacje, które mają sens w danej, konkretnej sytuacji. Wtedy są śmieszne i zrozumiałe dla innych. Kluczem jest bardzo dobry opis zdarzenia.

Subskrybuj RSS dla kategorii Sytuacyjne.

Wszystkie teksty w kategorii "Sytuacyjne": 1008

Opowieść brata, który przyjechał z Anglii w odwiedziny :)
W Krakowie spotkał Anglika, więc pyta go po angielsku, jak mu się nasz kraj podoba, co o Krakowie myśli itp. Okazało się, że obaj mieszkają w Birmingham, mieście słynącym z tego, że ledwie ich zrozumieć można, taki akcent mają. A gość mu odpowiada cudowną angielszczyzną, idealny akcent, bogate słownictwo. Na pytanie, skąd umie tak pięknie i zrozumiale mówić, stwierdził:
- 'Cause I'm fucking educated, man :D

Będąc w sklepie z synem (1,8) przejeżdżając obok półek z papierem toaletowym mój syn krzyczy z zachwytem JA PIELDOLĘ FIOLETOWY PAPIEL! Ja z zażenowaniem do koleżanki: Zobacz już rozpoznaje kolory.

Moja mama jest samotną starszą kobietą. Moja koleżanka z pracy poradziła mi, żebym zapoznała z kimś mamę. Mówi:
- Musisz ją częściej gdzieś prowadzać, np. na cmentarz.
Na to ja:
- A z kim ja ją tam zapoznam? Z mieszkańcami?

Opowieść olsztyńskiego taksówkarza, opowiedziana z kolei przez instruktora nauki jazdy:

Otóż taksówkarz "stacjonuje" sobie na dworcu. Zauważa grupkę dresów siedzących nieopodal i postanawia być miły: uśmiecha się do delikwentów. Dresy nie zareagowały. Taksówkarz pojechał, ale patrzy w lusterko, a tam dresy za nim jadą. Zatrzymuje się, dresy robią to samo, podchodzą do jego auta, jegomość zamyka się w samochodzie, a dresy kopią jego auto. Po ich odejściu taksówkarz postanawia zgłosić to na policję. Tego samego wieczora taksówkarz słyszy dzwonek do drzwi; otwiera, a tam dresy ze słowami: albo odszczekasz to, co powiedziałeś glinom, albo będzie źle. Taksówkarz myśli: zaraz zaraz, mam żonę, mam dzieci, nie mogę ryzykować. Wycofał zeznania. Za tydzień wieczorem znów słyszy dzwonek do drzwi, otwiera, a tam, o zgrozo, dresy! Tym razem wcisnęli mu 4 tys. złotych ze słowami: masz, ale to ma się już nie powtórzyć.

I bądź tu miłym... ;)

Muszę to napisać. No, muszę. Może to plotkarstwo, ale trochę jest zabawne...

Mam sąsiadkę. Nazwę ją X. Ma czterdzieści kilka lat, córkę, jest rozwiedziona.
Nie powiem w jakim pracuje zawodzie, ale sama mówi (z oburzeniem), że zarabia RAPTEM 11 tysięcy, a pracę ma taką ciężką...I odpowiedzialną. Istotnie, w jej zawodzie się tak zarabia bez żadnego gadania.

W życiu nie widziałam takiego skąpstwa. Molierowski Harpagon, to przy niej rozrzutnik. Kąpie się raz w tygodniu (jeszcze się tym chwali), w wannie, bo prysznic za dużo wody ciągnie, potem zlewa wiadrami wodę z wanny do pralki, ładowanej od góry i robi w tym pranie. Wąż odpływowy z pralki zlewa tę wodę nazad do wanny, gdzie wybierana jest wiadrami. Wiadra przechowuje się na balkonie, potem myje się tą wodą podłogę. Po myciu podłogi wiadro wstawia się do wucetu, do spłukiwania sedesu. Nie żartuję.

Jej córka nastolatka wygląda jak dziecko z rodziny patologicznej, rzeczy cerowane, sprane. Podrzucam jej czasem jakąś koszulkę, albo dżinsy, bo mi żal dziewczyny, więc jak coś upoluję na wyprzedażach - kupuję. Ja nie zarabiam nawet połowy, tego co jej matka.
Kiedyś wracałam dod domu po 23-ej, zima, śnieg pada, widzę na przystanku - pani X i córka, jeszcze wtedy dość mała, opatulona kocem. Zatrzymuję się, pani X w pretensji, że mnie w domu nie było, a jej córka ma gorączkę (jestem lekarzem, choć nie pediatrą). Wlokła to dziecko nocnym autobusem (chodzi co godzina), bo na taksówkę szkoda pieniędzy. Dziewczynka miała prawie 40 stopni i koszmarną, ropną anginę...

Przed świętami dziewczyna miała urodziny i dostała....opakowanie miękkiego papieru toaletowego i dezodorant za 4,99, z promocji. Mamusia utyskiwała, że i tak przepłaciła, bo w Lidlu są dezodoranty za 1,99...A papier był marzeniem małej, bo u koleżanek taki jest. Ojciec dziewczynki płaci wysokie alimenty, bo go na to stać, wysyła dodatkowe pieniądze, ale mieszka w Stanach i nie widzi nędzy dziecka. Przyjeżdża rzadko, a na tę okazję się kupuje lepszy łaszek, a do spotkania dochodzi w kawiarni, żeby tatuś nie zobaczył, że dziecko nie ma kompa, na którego kasę przysłał.
Mała była wściekle uzdolniona muzycznie, ale skrzypce kosztują, pianino też...Więc szkoła muzyczna odpadła. Śpiewa w chórze, niezłym i wybiera się na kierunek wokalny Akademii Muzycznej. Matka jest zła o to, bo to żaden chleb, jak mówi.

Wczoraj pani X próbowała zrobić ze mnie złodzieja, dla własnej oszczędności. Przybiegła zbulwersowana z receptą, jaką wypisał jej rodzinny na lek, który miał kosztować 27,50 i był to już tańszy odpowiednik. Chciała, żeby wypisać jej bezpłatną receptę...Kiedy się dowiedziała, że nie na wszystkie leki są recepty bezpłatne, prosiła, żebym jej przyniosła taki lek ze szpitala. I nie wytrzymałam. W szpitalu bida aż piszczy, w tej chwili na oddziale mam przeciwbólowo tylko pyralgin, tramal i no-spę, modlimy się, żeby pomagało, bo nic innego nie ma, a babsztyl chciał, żebym ukradła dla niej coś, co może kupić...
Pomijam wieczne męczenie mnie, o każdej porze dnia i nocy, bo lekarz pod ręką...Potrafi przyjść po nocy, bo zacięła się nożem, ranka jak u baranka, centymetrowa kreseczka, ale lekarz powinien opatrzyć, bo składał przysięgę...
A pani X lubi się leczyć, ho, ho. Zwłaszcza za darmo i pod nosem.

Opowiada o swojej oszczędności chętnie. Cały wieczór cerowała rajstopy (widać to potem, bo ma szew na łydce na 20cm długości), upolowała buty za 29zł (rozpadły się pierwszego dnia noszenia), ma majtki od czasów studenckich, rano się nie myje, bo woda kosztuje, a w nocy się nie można pobrudzić, włosy myje raz na 10 dni, w ten sposób tylko trzy razy w miesiącu i szampon starcza jej na rok, na jednym skrzydełku można ugotować zupę na tydzień...
Nie ma przyjaciół, ludzie ją omijają szerokim łukiem. Protestował przeciw płaceniu w czynszu za konserwację domofonu, bo to niby 1,50 miesięcznie, ale tylko tak się mówi to 18 zł rocznie!

Znacie kogoś podobnego? Czy pani X, w okularach modnych sto lat temu, domowym sposobem klejonych, bo oprawka nie wytrzymała, takie g...a kupiła je w 1990 roku, jaka lipa...

No, poplotkowałam i teraz mam osobiste marzenie, że to przeczyta, w pracy. Bo w domu nie ma komputera. Nie przesadziłam, gdybym chciała napisać wszystko, to by zajęło mi kilka godzin...

Jestem przeziębiony od dwóch tygodni. Mama przychodzi do mnie dziś i mówi:
- wczoraj spałeś przy otwartym oknie! Będziesz chory chodził do szkoły jak dalej będziesz otwierać okno !!!
- już chodzę -.-'
- TO BĘDZIESZ CHODZIł JESZCZE BARDZIEJ !!!!

Mój facet jest boski... na swój sposób ;)

1.
- Kochanie wiesz co lubię w Tobie najbardziej?
- Co?
- Być.

2.
- Wyglądasz tak ładnie jak tak leżysz i nic nie mówisz

3.
- Byłam dziś w salonie kosmetycznym? I co? Zamknięty był?

4.
- Wiesz dlaczego faceci nie mają cellulitu?
- No czemu?
- Bo jest brzydki

Dokładnie 95', wakacje, (J)a i (K)umpel poszlismy na koncert na zakończenie lata. Ludzi mnóstwo, w szczegolności przed budka z piwem. Jak to na koncercie zachciało nam się pić, no to stoimi w kolejce bite 15min, w końcu nasza kolej, i (S)przedawczynia sie pyta:
S: co podać?
J: sześć okocimiów w puszce
S: dowód?
Ja na kumpla, kumpel na mnie, mlodzi to zdziwieni (8 klasa podstawówki), od lat sie piło, a nikt w tych czasach nie pytał się o takie rzeczy, w szczególności na koncertach. Ale, że kumpel miał odpowiedź zawsze na wszystko to mówi:
K: trąba!
S: jaka trąba???
K: jaki dowód???
Skończyło sie na salwie śmiechu od sprzedawczynia począwszy do ludzi stojących koło nas, no i browary też sprzedała.

Rzecz dzieje się na lekcji języka polskiego. Przerabiamy akurat lekturę pt. "Jądro ciemności"
Kolega trzymał ową książkę na kolanach pod ławką czytając znajdujące się streszczenie. Pani Profesor zobaczyła że zajmuje się czymś pod ławką rzuca do niego tekstem
-Co ty tam pieścisz pod ławką?
On trochę speszony wyciąga książkę i pokazuje okładkę a pani na to
-Aaa!! Jadro ciemności....
Dopiero po chwili zorientowała się z czego się śmieje cała klasa.

Pewnego razu brat (16lat) mojego kolegi przyjechał rowerem przed sklep, okolica dość podejżana a jemu akurat się zepsuł taki kabel do przypinania roweru. No więc myśli, myśli w końcu wyjmuje kartkę i pisze: "Nie kradnij mi roweru, jestem mistrzem boxu". Wchodzi więc zadowolony wcześniej kladąc kartkę na rowerze. Potem wraca roweru nie ma a na ziemi leży kartka: "Nie goń mnie jestem mistrzem kolarstwa".