Muszę to napisać. No, muszę. Może to plotkarstwo, ale trochę jest zabawne...
Mam sąsiadkę. Nazwę ją X. Ma czterdzieści kilka lat, córkę, jest rozwiedziona.
Nie powiem w jakim pracuje zawodzie, ale sama mówi (z oburzeniem), że zarabia RAPTEM 11 tysięcy, a pracę ma taką ciężką...I odpowiedzialną. Istotnie, w jej zawodzie się tak zarabia bez żadnego gadania.
W życiu nie widziałam takiego skąpstwa. Molierowski Harpagon, to przy niej rozrzutnik. Kąpie się raz w tygodniu (jeszcze się tym chwali), w wannie, bo prysznic za dużo wody ciągnie, potem zlewa wiadrami wodę z wanny do pralki, ładowanej od góry i robi w tym pranie. Wąż odpływowy z pralki zlewa tę wodę nazad do wanny, gdzie wybierana jest wiadrami. Wiadra przechowuje się na balkonie, potem myje się tą wodą podłogę. Po myciu podłogi wiadro wstawia się do wucetu, do spłukiwania sedesu. Nie żartuję.
Jej córka nastolatka wygląda jak dziecko z rodziny patologicznej, rzeczy cerowane, sprane. Podrzucam jej czasem jakąś koszulkę, albo dżinsy, bo mi żal dziewczyny, więc jak coś upoluję na wyprzedażach - kupuję. Ja nie zarabiam nawet połowy, tego co jej matka.
Kiedyś wracałam dod domu po 23-ej, zima, śnieg pada, widzę na przystanku - pani X i córka, jeszcze wtedy dość mała, opatulona kocem. Zatrzymuję się, pani X w pretensji, że mnie w domu nie było, a jej córka ma gorączkę (jestem lekarzem, choć nie pediatrą). Wlokła to dziecko nocnym autobusem (chodzi co godzina), bo na taksówkę szkoda pieniędzy. Dziewczynka miała prawie 40 stopni i koszmarną, ropną anginę...
Przed świętami dziewczyna miała urodziny i dostała....opakowanie miękkiego papieru toaletowego i dezodorant za 4,99, z promocji. Mamusia utyskiwała, że i tak przepłaciła, bo w Lidlu są dezodoranty za 1,99...A papier był marzeniem małej, bo u koleżanek taki jest. Ojciec dziewczynki płaci wysokie alimenty, bo go na to stać, wysyła dodatkowe pieniądze, ale mieszka w Stanach i nie widzi nędzy dziecka. Przyjeżdża rzadko, a na tę okazję się kupuje lepszy łaszek, a do spotkania dochodzi w kawiarni, żeby tatuś nie zobaczył, że dziecko nie ma kompa, na którego kasę przysłał.
Mała była wściekle uzdolniona muzycznie, ale skrzypce kosztują, pianino też...Więc szkoła muzyczna odpadła. Śpiewa w chórze, niezłym i wybiera się na kierunek wokalny Akademii Muzycznej. Matka jest zła o to, bo to żaden chleb, jak mówi.
Wczoraj pani X próbowała zrobić ze mnie złodzieja, dla własnej oszczędności. Przybiegła zbulwersowana z receptą, jaką wypisał jej rodzinny na lek, który miał kosztować 27,50 i był to już tańszy odpowiednik. Chciała, żeby wypisać jej bezpłatną receptę...Kiedy się dowiedziała, że nie na wszystkie leki są recepty bezpłatne, prosiła, żebym jej przyniosła taki lek ze szpitala. I nie wytrzymałam. W szpitalu bida aż piszczy, w tej chwili na oddziale mam przeciwbólowo tylko pyralgin, tramal i no-spę, modlimy się, żeby pomagało, bo nic innego nie ma, a babsztyl chciał, żebym ukradła dla niej coś, co może kupić...
Pomijam wieczne męczenie mnie, o każdej porze dnia i nocy, bo lekarz pod ręką...Potrafi przyjść po nocy, bo zacięła się nożem, ranka jak u baranka, centymetrowa kreseczka, ale lekarz powinien opatrzyć, bo składał przysięgę...
A pani X lubi się leczyć, ho, ho. Zwłaszcza za darmo i pod nosem.
Opowiada o swojej oszczędności chętnie. Cały wieczór cerowała rajstopy (widać to potem, bo ma szew na łydce na 20cm długości), upolowała buty za 29zł (rozpadły się pierwszego dnia noszenia), ma majtki od czasów studenckich, rano się nie myje, bo woda kosztuje, a w nocy się nie można pobrudzić, włosy myje raz na 10 dni, w ten sposób tylko trzy razy w miesiącu i szampon starcza jej na rok, na jednym skrzydełku można ugotować zupę na tydzień...
Nie ma przyjaciół, ludzie ją omijają szerokim łukiem. Protestował przeciw płaceniu w czynszu za konserwację domofonu, bo to niby 1,50 miesięcznie, ale tylko tak się mówi to 18 zł rocznie!
Znacie kogoś podobnego? Czy pani X, w okularach modnych sto lat temu, domowym sposobem klejonych, bo oprawka nie wytrzymała, takie g...a kupiła je w 1990 roku, jaka lipa...
No, poplotkowałam i teraz mam osobiste marzenie, że to przeczyta, w pracy. Bo w domu nie ma komputera. Nie przesadziłam, gdybym chciała napisać wszystko, to by zajęło mi kilka godzin...
