Autentyki - humor i rozrywka

Sytuacyjne

Kategoria dość specyficzna kategoria w serwisie. Wpadki słowne czy też sytuacje, które mają sens w danej, konkretnej sytuacji. Wtedy są śmieszne i zrozumiałe dla innych. Kluczem jest bardzo dobry opis zdarzenia.

Subskrybuj RSS dla kategorii Sytuacyjne.

Wszystkie teksty w kategorii "Sytuacyjne": 1008

Moja babcia, niegdyś pracująca w wojsku, opowiedziała mi pewną anegdotę. Jej kolega, żołnierz, razem z innymi "obrońcami narodu" brał udział w ćwiczeniach przeprowadzanych w lesie. W lesie jak w lesie - strasznie dokuczały im komary. Jeden z żołnierzy pożyczył kolegom buteleczkę płynu odstraszającego komary, którym ci zaraz się pokropili. Jak się wkrótce okazało, tym "specyfikiem" była słodzona woda, przez którą komary dokazywały jeszcze bardziej. Drużyna postanowiła zemścić się na żartownisiu. Nocą, gdy ten spał, wywlekli go na dwór, ściągnęli mu spodnie i obficie nasmarowali "czułe miejsce" płynem z buteleczki. Cóż, rano delikwent obudził się, delikatnie mówiąc, dość dotkliwie pokąsany przez komary w miejscu, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę...

Jechałem sobie wczoraj na jedno z ostatnich zaliczeń i na jednym z przystanków wbiła grupka dzieciaków z gimnazjum, takich przez duże "d". Typowe dziewczynki, które paląc sobie młode buzie na solce, na kolor przypalonego toffi i nakładając na nie dwa kilo wszelkiej maści podkładów, cieni i co tam jeszcze jest chcą być na siłę dorosłe i "seksi". Do tego super ciuszki, tipsiki i nosy zadarte ponad czoło. Owe dziewoje, w liczbie sztuk czterech, dumnie wtoczyły się przez środkowe drzwi i zajęły miejsca 2 x 2, twarzami do siebie. Oczywiście przekonane o swojej wyższości musiały sobie znaleźć obiekt, który troszkę pomęczą "błyskotliwymi" - jak na 13-14 letnie dzieci przystało - tekstami. Padło na faceta, stojącego ze dwa metry od nich, pod oknem. Zwróconego twarzą w kierunku przeciwnym do kierunku jazdy, stąd doskonale widziałem jej wyraz. Sam facet urody, nazwijmy to, umiarkowanej. Dobrze (nawet bardzo dobrze ;-)) zbudowany, z wydatnym mięśniem piwnym, o chłopięcej twarzy. Na głos zaczęły lecieć głupawe komentarze, kwitowane żabim rechotem małolat. Coraz mniej wybredne. Jednak mina mężczyzny cały czas ta sama, kamienna, spokojna. Między jednym a drugim przystankiem jest z dobre 5-6 minut trasy. Po kolejnej dłuższej chwili i następnej porcji niewybrednych komentarzy gość wykonał sprawny obrót o 90 stopni, sięgnął do kieszeni i wyjął laminowany prostokąt, przyprawiający gapowiczów o szybsze bicie serca. Oczywiście nie muszę mówić, do kogo skierował swoje kroki w pierwszej kolejności ;-). Szyderczy uśmieszek zniknął z plastikowych twarzy w przeciągu ułamków sekund. Na grzeczną prośbę o okazanie biletu tylko jedna, żeby było śmieszniej - najspokojniejsza, pokazała ważny bilet. Pozostałe trzy pokazały coś, co albo nie było biletem, albo nie było ważne, w każdym razie Kanar skwitował to jednym zdaniem:

- Zobaczymy, kto się teraz będzie śmiał, jak rodzice się dowiedzą, że zapierdalałyście na wagary bez biletu.

W szkole był ostatnio policjant, mowił o różnych żeczach takich jak np. wypadki itp. Nie było by w tym nic śmiesznego jak pod koniec gadki o zwierzetach powiedział: "uważajcie na wściekłe psy".

Ostatnio impreza "na polance", było nas tak z 20, policja przyjechała tym sowim Roverem, wychodzą. I jeden mówi:
-Wiecie, że możemy was zabrać teraz na komisariat.
A taki jeden kolega na to:
-Ale my się chyba do tego nie zmieścimy-powiedział wskazując na auto.

(moje 20 urodziny , babcia składa mi życzenia)
<babcia> sto lat wnusiu i żebyś grzeczna była (wycałowała mnie)
<ja> ale ja jestem grzeczna.
<babcia> tak, nawet zupy nie chcesz jeść
<ja> O.o

Poszłam kiedyś na spotkanie z psychiatrą, potrzebowałam pomocy w depresji. Akurat to było moje pierwsze spotkanie z tego typu lekarzem, siedzę więc grzecznie na krzesełku i odpowiadam na zadawane pytania. Docieram do dłuższej wypowiedzi, zaczynam się rozkręcać i nagle lekarz (ogólnie ślimakowaty i flegmatyczny) przerywa mój monolog:
Psychiatra: Przepraszam, że przerwę, ale mogę zadać pytanie...?
Ja: Tak, proszę.
Chwila ciszy.
P: <flegmatycznie> Czy przywaliła pani kiedyś komuś?
J: <konsternacja> W sensie?
P: <flegmatycznie> No, w sensie... czy przyjebała pani kiedyś komuś. Znajomemu, babci, matce, wujkowi...?
Szczęka mi opadła, ryknęłam takim śmiechem, że uspokajałam się chyba z dziesięć minut.

Pewnego razu siedzę w swoim pokoju i czytam książkę a w pokoju obok mój tata gra w Call of Duty w pewnym momencie zaczął mnie wołać. Gdy wszedłem do pokoju poznałem że jest w przed ostatniej misji, zapytałem o co chodzi a on mnie zapytał:
- Czy można colta na inną broń zmienić?
XD

Święconka w kościele. Mały chłopczyk odkrywa serwetkę koszyka i zaczyna ciągnąć tatę za rękaw, głośno szepcząc:
- Tato...tato, gdzie jest ta owca??
Ojciec pochyla się i odpowiada (prawie się śmiejąc):
- To nie owca. To baranek...

Rzecz dzieje się na tak zwanej domówce u znajomego. Godzina raczej z tych porannych, niż nocnych (coś koło 2:00 - 3:00), także wszyscy w stanie delikatnej fazy rozprawiają o byle czym. Jeden znajomy śpi na kanapie - zaniemógł biedny, ale nic to - nie zwracamy uwagi rozmawiamy dalej. Nagle ten otwiera oczy i zaczyna śpiewać: "Smutno mi, bo się naj*ałem, mama będzie krzyczeć, mamo nie chciałem!". Po czym zamyka oczy i jak gdyby nigdy nic śpi dalej. Rano nic nie pamiętał, za to my mieliśmy ubaw przez tydzień. Dodam, że jest w takim wieku, że mama raczej nie miała by pretensji o powrót do domu pod wpływem.

Na angielskim (liceum) mieliśmy speaking, czyli opis obrazków i swojej przyszłej pracy. Wpierw pytanie: "Czy są ochotnicy?" pozostało bez odpowiedzi, choć kilka dziewczyn się przygotowało. To koleżanka mówi:

- Proszę pani, ale one chciały (pokazując na dziewczyny). One się naprawdę tego uczyły, teraz mieliśmy dwie godziny puste, bo nie miałyśmy wfu, i one zamiast się bawić uczyły się tego angielskiego. Po prostu się boją, że pani je zje.

Nauczycielka jest spoko, lubi z nami żartować, więc nie obraziła się, gdy inna koleżanka zawołała:

- Dzisiaj pełnia!