Poszłam kiedyś na spotkanie z psychiatrą, potrzebowałam pomocy w depresji. Akurat to było moje pierwsze spotkanie z tego typu lekarzem, siedzę więc grzecznie na krzesełku i odpowiadam na zadawane pytania. Docieram do dłuższej wypowiedzi, zaczynam się rozkręcać i nagle lekarz (ogólnie ślimakowaty i flegmatyczny) przerywa mój monolog:
Psychiatra: Przepraszam, że przerwę, ale mogę zadać pytanie...?
Ja: Tak, proszę.
Chwila ciszy.
P: <flegmatycznie> Czy przywaliła pani kiedyś komuś?
J: <konsternacja> W sensie?
P: <flegmatycznie> No, w sensie... czy przyjebała pani kiedyś komuś. Znajomemu, babci, matce, wujkowi...?
Szczęka mi opadła, ryknęłam takim śmiechem, że uspokajałam się chyba z dziesięć minut.
