Rzecz dzieje się na tak zwanej domówce u znajomego. Godzina raczej z tych porannych, niż nocnych (coś koło 2:00 - 3:00), także wszyscy w stanie delikatnej fazy rozprawiają o byle czym. Jeden znajomy śpi na kanapie - zaniemógł biedny, ale nic to - nie zwracamy uwagi rozmawiamy dalej. Nagle ten otwiera oczy i zaczyna śpiewać: "Smutno mi, bo się naj*ałem, mama będzie krzyczeć, mamo nie chciałem!". Po czym zamyka oczy i jak gdyby nigdy nic śpi dalej. Rano nic nie pamiętał, za to my mieliśmy ubaw przez tydzień. Dodam, że jest w takim wieku, że mama raczej nie miała by pretensji o powrót do domu pod wpływem.
