Warning: Undefined array key "najlepsze" in /home/platne/shpyo/public_html/autentyki/actions/frontend/autentyki.action.php on line 157

Warning: Trying to access array offset on null in /home/platne/shpyo/public_html/autentyki/actions/frontend/autentyki.action.php on line 157

Warning: Undefined array key "slug" in /home/platne/shpyo/public_html/autentyki/actions/frontend/autentyki.action.php on line 159
Najlepsze teksty - Autentyki.pl - śmieszne teksty - historie z życia wzięte
Autentyki - humor i rozrywka

Autentyki - śmieszne historie i teksty

Serwis Autentyki.pl zbiera jak sama nazwa wskazuje anegdotki (śmieszne historie z życia wzięte) nadsyłane przez naszych czytelników.
Nowe teksty pojawiają pojawiają się na bieżąco o ile przejdą moderację.

Subskrybuj RSS z najnowszymi tekstami.

Najlepsze teksty

Deszcz leje jak z cebra, a ja z akademika wychodzę z plecakiem na plecach, próbuję nałożyć na siebie płaszcz przeciwdeszczowy ale zahaczył się o plecak a ja nie mogę dosięgnąć i mam odkryte plecy. Wchodzi jakaś kobieta a ja do niej z wielką prośbą, pokazując na swój płaszcz: "Obciągnie mi Pani?"

Serio, nieumyślnie!

Autetyk opowiedziany przez profesora Antropologii, jeszcze z czasów jego studiowania..Historia fantastyczna, więc pozwolę sobie przytoczyć..

" Po jednym z egzaminów, profesor nazwiskiem Dycz, wywiesił na drzwiach kartkę na której napisał:

- Studenci, co nie zdali egzaminu, zgłoszą się do mnie dnia...
Ktoś bystry pod spodem dopisał:
- Nie "co", tylko "którzy"!

Następnego dnia pod spodem znalazł się komentarz profesora, który zacytował inwokację - "Panno Święta, co Jasnej bronisz Częstochowy"- podkreślając słówko "co"..

Następnego dnia znalazł dopisek:
- Co wolno Mickiewiczu, to nie Tobie Dyczu"

Szczery aż do bólu:
Podchodzę do baru i słyszę od pijanego jegomościa opierającego się o bar:
-Przepraszam, ale jestem zbyt nawalony aby móc Panią należycie adorować...

Mój kumpel ma dziewczynę,jest bardzo ładna i przez to chyba na dużo sobie pozwala.Dzięki temu mamy z chłopakami często niezły ubaw.Ostatnio siedzimy na ławce i pijemy,podjezdża patrol,w miedzyczasie nadeszła właśnie ona.Spisują nas i w pewnym momencie policjant mówi do naszej kolezanki:
-Jak dasz mi swój numer to nie wypisze chłopakom mandatu.
A ona na to:
-Po pierwsze nie jestesmy na ty,a po drugie jak będę chciała psa to sobie kupie.:-)
Póżniej zrobiła sie z tego kiepska sytuacja,ale ona obróciła się i poszła zanim koles zdążył zamknąć rozdziawioną morde.

Idę sobie kiedyś z moją panną, już nieco obrażona na mnie, a że zgrywus jestem to chciałem ją jeszcze trochę podkurzyć. I do niej
- Kochanie, co tak sapiesz? Kondycji nie ma?
Ona:
- Z takim facetem jak ty w łóżku se nie posapie, to odreagowuje na spacerze!
Nie podkurzam już jej od tej pory.

Moja siostra spotykała sie przez jakiś czas z gościem, który kłamstwo wyssał z mlekiem matki. Kiedy zorientowała się z kim ma do czynienia, postanowiła pobawić się z nim w kotka i myszkę, gdyż mieszkali razem ( w Londynie) i nie mogła od razu uciec gdzie pieprz rośnie. Odkryła że facet(nazwijmy do P.), jest stałym bywalcem serwisów randkowych na których podrywa laski (uważa się za bardzo przystojnego). Wkrótce została trzema jego internetowymi przyjaciólkami, co było łatwe bo P. był laikiem komputerowym. Tak więc moja siostra jako Sylwia, Karolina i Iwona korespondowała z napaleńcem. Zwłaszcza Karolina przypadła mu do gustu, gdyż była fotomodelką i mieszkała w Londynie. Koniec końców moja siostra jako Karolina umówiła się z P. na randkę. Wychodząc na spotkanie P. oznajmił że idzie na giełde używanych samochodów:) na pytanie czy siostra może iść z nim odparł, że wykluczone bo to takie mało kobiece. O umówionej godzinie Karolina nie zjawiła się oczywiście, a P. dostał od niej SMS: Hej. Tu Karolina. Przyjrzałam ci się z daleka i muszę przyznać ze jestem rozczarowana, spodziewałam się kogoś młodszego i szczuplejszego....lepiej ubranego i w ogóle na zdjęciach wyglądałeś lepiej niż na żywo. Wiesz, że jako fotomodelka nie mogę się spotykać z byle kim. Sorry ale nic z tego nie będzie.
P. wrócił do domu jak struty, pierwsze co zrobił,to zaczał przeglądać szafe i mruczeć, że musi się pozbyć starych ubrań, i że rzuca piwo, bo czuje się ciężki, i w ogóle to musi o siebie zadbać.
Podobno strasznie to przeżył. Śmierć frajerom.

Dzisiaj na uczelni spotykam kumpla z mocno zakrapianej imprezy:
- Cześć Sławek, jak impreza się udała?
- Nie wiem jeszcze nie opowiadali.

Choć może to zabrzmieć nieprawdopodobnie, lecz nie wyprzedzajmy faktów...:P
Rzecz miała miejsce ok. 2 tygodni nazad.
Znajomy prowadzi całodobowe delikatesy na jednym z osiedli domków jednorodzinnych przy trasie wylotowej na Rawę Maz. Droga na Rawę kryje wiele atrakcji i ciekawych zjawisk, m.in. słynną na całą okolice tancbudę w Rowiskach Starych (klimaty typu: "gdzie są wasze białe rękawiczki?!", "a teraz wszystkie dziewice piszczą" i inne podobne brylanciki. Klientela trzyma adekwatny poziom, a jakże.
W drodze powrotnej z tego przybytku, mocno "zaangażowana" parka zatrzymała się przed sklepem znajomego. Koleś wyskakuje ze swojego odpicowanego malczana i prosi o paczkę prezerwatyw, których w sklepie niestety nie ma. Zapada grobowa cisza. Koleś, co zapewne nie za często mu się zdarza (typ tłuka z byczym karkiem) włącza procesy myślowe i z rozbrajającym uśmiechem rzuca taki o to tekst:
- To w takim razie poproszę folie śniadaniowe

Opowiada koleżanka mojej narzeczonej:
...Wiesz, wczoraj moja koleżanka przyszła mi się pożalić. Weterynarz zabrał jej ukochane zwierzątko. Ale od początku.
To zwierzątko to boa dusiciel.
Koleżanka hodowała go od 10 lat. Spała z nim..., traktowała go jak pieska. Spacerował (w cudzysłowie) po całym domu.
Jak kładł się spać, to tak fajnie zwijał się w spiralkę.
Ale od jakichś 3 tygodni coś złego się z nim działo. Zachorował.
Nie jadł, już nie zwijał się w taką spiralkę, tylko wyciągał się jak długi obok niej. "Chyba się do mnie upodabnia ;-)" - mówiła z uśmiechem dziewczyna.
Zaniosła go do weterynarza.
Gdy weterynarz usłyszał historię, włos mu się na głowie zjeżył.
Wezwał odpowiednie służby, przyjechały natychmiast, zawinęły węża.
Weterynarz tłumaczy: dusiciele potrzebują około 10 lat, by dojrzeć w pełni (hodowała go przez 10 lat). Potem przychodzi czas, gdy robią sobie miejsce w brzuchu. Taki czas trwa do 3 tygodni (nie jadł 3 tygodnie). W ten sposób przygotowują się do połknięcia wielkiego posiłku. A gdy wyciągają się jak długie, to sprawdzają, czy posiłek zmieści się im w brzuchu...

Słuchaczka:
- Słuchałam pana wypowiedzi i muszę przyznać, że była ona na bardzo niskim poziomie, wręcz na poziomie żenującym. Ojciec Rydzyk:
- Widzicie... to telefonował do Radia Maryja szatan, choć o niewieścim głosie. A jeśli to nie sam szatan dzwonił, to jego niewolnik o imieniu Urszula.