Autentyki - humor i rozrywka

Sytuacyjne

Kategoria dość specyficzna kategoria w serwisie. Wpadki słowne czy też sytuacje, które mają sens w danej, konkretnej sytuacji. Wtedy są śmieszne i zrozumiałe dla innych. Kluczem jest bardzo dobry opis zdarzenia.

Subskrybuj RSS dla kategorii Sytuacyjne.

Wszystkie teksty w kategorii "Sytuacyjne": 1008

bylem z koleżanka i jej chłopakiem w pubie. Ona fajna on taki typowy dres łysy 2 na 2. Jak się z nią żegnałem, to powiedziała, że możemy się spotkać za tydzień. Spytałem się co na to jej "napięty harmonogram". A ten jej chłopak wstał do mnie z pięściami i z tekstem "kogo nazywasz harmonogramem, ch*ju". Bałem sie roześmiać...

Raz my z ziomami z osiedla zrobili czarnom msze. Buła mówił, że musi być ofiara z krwi. Buła sam jest ofiara, ale czasem jak se dłużej pomyśli to cuś wymyśli. No to żeśmy chcieli najsampierw jamnika Kierdziałkowej złapać, bo na niego Belzebub wołała - znaczy szatan taki. Ale się bydle zaparło i wzionć nie dało. Mało Bułe nie ugryzł, ale uciek. Buła znaczy uciek, nie pies.
No to szukali my kota, ale nas stary Kierdziałek z piwnicy pogonił. I jeszcze pretensje miał o psa sfojego durnowatego.
Tośmy się całkiem podłamali bo bez ofiary msza nieważna. Wtenczas Buła siadł do myślenia i zaś wymyślił i poszedł i żabe przyniesł.
To my się ucieszyli, zrobili ściepę na wino do tyj mszy. Potem poszli my do piwnicy jak Kierdziałkowski poszedł na II zmianę i wzieli świeczkę z cmentarza.
Dali my żabe na skrzynkę, świeczke zajarali, wino otwarli i Buła kazał wołać SZATAN! I żeby było zgodnie z czymśtam to trza było 666 razy zawołać, potem żabe rozpruć, na koniec wino wypić i już.
No to my wołali a Buła liczył. Jak my doszli do 41 to żaba zaczeła się rechotać, Buła dał jej w łeb żeby powaga na mszy była, świeczkę wywalił, po ciemku wino ktoś rozbił, rozkmina się o wino zrobiła, zlazła na dół Kierdziałkowa i nas jamnikiem poszczuła i my poszli chodu.
I tyle.
Ale Buła mówi że się przyzywanie szatana i tak udało, bo jamnik durnowaty miał przecie na imię Belzebub...

I to by było na tyle.
Wasz Pastuch

Warszawa, autobus lini 101, wszystkie miejsca siedzące zajęte. Przystanek koło bazaru Różyckiego na Pradze. Wsiada kobieta, właściwie najpierw jej wielki tobół, potem ona, następnie drugi tobół. Po zapachu można poznać że w tobołach są "flaki, pyzy gorące!!". Rozchodzi się dostojny fetorek. Od spredawczyni i od towaru.
Niewiasta się rozgląda, nie znajduje miejsca siedzącego i na cały autobus nadaje:
"SIADłA BYM!!!"
Na co reaguje jegomość w stanie mocno wskazującym, klepiąc się obiema rękami z całej siły po kolanach : "SIADAJ LALA!!!"
WSZYSCY POLEGLI

Na Lubelszczyźnie był "specjalista" od wyszukiwania i rozbrajania granatów metodą ekologiczną. Obejmował pień grubego drzewa ramionami, tak że przy ładunku manipulował po omacku. Ale jak słusznie sądził, w razie wybuchu pień chronił resztę ciała. Jego koncepcja się sprawdziła. Stracił tylko prawą rękę.
Z artykułu na Onecie pt. "Idą bombowe wakacje" (akapit: Pomysłowość narodu nie zna granic)

* Rzecz ma miejsce u kumpla, gramy sobie w "Jaka to melodia" z tym że kumpel nuci to co zobaczy z gazecie na stronie z dzwonkami na telefon a my zgadujemy
<Kony> Nuci "Barke" - ulubioną pieśń papieża
<Chudy> No ten tego to ta co jej papież słuchał... No ta...
<Różyk> Warka...
<Chudy> Za dużo pijesz Różyk

Byłem na spływie kajakowym. Ośrodek przy rzece, w lesie, oddalony od miast/wsi. Idę do baru/sklepiku po kawę rozpuszczalną.
-Dzień dobry, czy jest kawa instant?
<dziewczyna robi krzywą minę>
-Co proszę?
-Czy jest kawa rozpuszczalna?
-<patrzy na mnie jak na czubka>
- No taki proszek, co się zalewa wrzątkiem, miesza i ma się gotową kawę
- Nie mamy czegoś takiego... <jeszcze dziwniejsza mina>

Rzeszowska firma budowlana, (n)owy i (d)uuuzy, stary pracownik costam robia. D mowi do N co ma robic, ale ten nie slyszy, wiec za chwile N pyta:
N: co mam robic?
D: wypierdalaj!
N: (strach w oczach, pozycja embrionalna, mysli czarne, zycie przed oczami) ..aaaale o co chodzi?
D: ten gruz tam dalej wypierdalaj!

podobno UFFF N bylo nad morzem nawet slychac ;)

Ojciec mojej koleżanki ma zawodowych kumpli. Jeden z nich kiedyś zaniósł kompa do sklepu i mowi że chce zglosić reklamacje bo mu się podstawka na kawę wygina(chodziło o CD-rom)<lol>

Kumpel poszedł do sklepu odzieżowego zakupić jakiś ciuch, ale niestety miał przy sobie tylko grube pieniądze, więc ekspedientka poprosiła go żeby gdzieś rozmienił. Chłopak chodził po sklepach dookoła ale nigdzie nie rozmienił w końcu trafił na pocztei i myśli sobie kupi 3 znaczki i zapłaci tymi 100 PLN dostał 3 znaczki daje 100 PLN a pani w kasie pyta nie masz drobnych a on mówi mam i wyciąga z kieszeni drobne pieniądze. Dopiero jak wyszedł z poczty przypomniał sobie po co tam był.

Jedziemy autokarem do Londynu. Jeden z pasażerów ciągle opowiada jak to on sobie nie poradzi w Anglii; zna angielski, jest sprytny i kontaktowy, zresztą kiedyś już był w GB. Wjeżdżamy na victorię, wysiada, bierze torby, chwilę się rozgląda po czym podchodzi do ochroniarza i mówi:
"Ekskjuzmi, łer is the PeKaeS stejszyn?"