Wszystkie teksty w kategorii "Alkoholowe": 210
- Strona: 1 z 21
- Następne 10 »
Trochę długie, ale warto
Rzecz działa się na pod-białostockiej wsi. Czasowo jakieś 12 lat temu. Był koniec lipca, więc wiadomo... środek wakacji. Do wielu mieszkańców owej malowniczej podlaskiej "aglomeracji" zjechali się krewni, więc ludzisków do imprez nie brakowało. Praktycznie codziennie urządzaliśmy sobie jakieś ogniska przy piwie i ogólnie melanżowaliśmy do białego rana. Jednak jeden wieczór był szczególny. Ktoś wpadł na pomysł, że bezsensu jest przepłacać za piwo i wódkę, skoro we wsi można kupić bimber. Ten ów ekonomiczny pomysł od razu padł na podatny grunt i zrobiliśmy ściepę. Okazało się, że za litr tego wykwintnego trunku zapłaciliśmy 6zł (słownie: sześć). Nie ukrywam, ze był to niemały szok. Ale do rzeczy. Berbelucha była nierozrobiona, więc moc urzędowa powyżej 90% mogła nas obalić. Szybko skombinowaliśmy drugą butelkę i rozrobiliśmy to z wodą ze studni. Niektórzy zapewne wiedzą ze w takiej sytuacji powstały roztwór nabiera temperatury, co akurat nie jest pożądanym efektem. No ale nie mogliśmy pozwolić, żeby takie szczegóły zepsuły dobrą balangę i udaliśmy się polną drogą nad staw w celu rozpracowania owegoż trunku przy ognisku. Przebiegu nie muszę opisywać, bo to zawsze wygląda tak samo. Ciekawe było to co stało się potem. Jeden z kolegów (stały mieszkaniec owej wsi) nazwijmy go Piotrek trochę przesadził. Znaleźliśmy go z bratem za krzakami, trzymającego w objęciach taki wielki głaz, który notabene kompletnie obrzygał i wykrzykującego imię swojej dziewczyny. Postanowiliśmy więc delikwenta do domu odtransportować. Wzięliśmy go pod rękę i dawaj do wichury. Po drodze Piotruś w swoich krótkich przebłyskach świadomości wytłumaczył nam, ze nie może do domu wejść drzwiami, bo go stary na progu zabije i że mamy wsadzić przez balkon. Był to dom z takim wysokim parterem i balkon był jakieś 2 metry nad ziemią. Dom był w trakcie wykończenia, więc nie było jeszcze barierek, co zdecydowanie ułatwiło nam zadanie. A więc podsadziliśmy Piotrusia na ten balkon, on podziękował, zrobił krok, usiadł i zasnął. Nie mieliśmy ochoty już się dalej z nim szarpać, wiec poszliśmy z powrotem na imprezę. Nazajutrz po południu spotykamy się wszyscy na mleczarni (takie centrum rozrywkowe) i w końcu przychodzi tez nasz imprezowicz od "kamienia filozoficznego". Ku naszemu zdziwieniu ze złamanym nosem, podbitym okiem i bez jednego zęba z przodu. Wszyscy od razu pomyśleli, ze go ojciec jednak dopadł, no ale żeby tak syna skatować, to lekka przesada. Piotruś obalił naszą teorie opowiadając nam co się naprawdę wydarzyło. Wszystkiego dowiedział się od swojej siostry, która mieszkała w pokoju od tego balkonu. Piotruś nad ranem obudził się i wykrzykując coś chwiejnym krokiem zasuwa pod jej oknem, co ją oczywiście zbudziło. Niestety nie skręcił w miejscu, w którym były drzwi i poszedł dalej. Potem był już tylko huk 70 kilowego bezwładnego cielska spadającego na beton. Minęło już 12 lat, a co go widzę, to śmieje się na głos.
- #6063
- Punktów: 80
- Alkoholowe
- +
- −
Gruba impreza. Nawalony wyszedłem z kumplami przed chatę odetchnąć trochę świeżym powietrzem. Jeden zaczął robić w pewnym momencie jakieś dziwne miny, łykać powietrze itd.
Wszyscy:
- Uwaga będzie rzygał!
Ten już się schyla by się nie zapaskudzić i.... puszcza bąka. Kolega wypala:
- Grzesiu chyba nie tą stroną, co?
Sam się prawie porzygałem ze śmiechu :D
- #6061
- Punktów: 31
- Alkoholowe
- +
- −
Kiedyś wieczorem namówiłem kumpla, którego ciężko gdziekolwiek wyciągnąć, na piwko. Mieliśmy jedno wypić, bo wiedziałem, że facet ma słaby łeb, poza tym do roboty miał iść rano. No, ale oczywiście tankowaliśmy aż wszystko wydaliśmy. Sam ledwo kontrolowałem równowagę, no a kolega nie dość ze obijał wszystkie drzewa i ludzi, to jeszcze mamrotał coś o traktorach na głos. Wreszcie doszliśmy na pomost gdzie chcieliśmy sobie odpocząć, bo przejście 500m w jego stanie to sztuka, że hej! Na dodatek spotkaliśmy koleżanki, które widząc upojenie kolegi zaproponowały zakład, że jak podejdzie do lasek, które były w pobliżu (były nawet nawet) i zdobędzie nr tel. to kupią mu jeszcze dziś czteropak Żubra. Nie minęło 5 sek., już przy nich stoi, coś tam słychać że niby próbuje nawiązać z nimi kontakt, aż nagle zaczął krzyczeć pijackim głosem:
- Kurwa!!! Daj ten pi#@$olony nr, bo zabije własnymi pięściami!!!
I co? I dała! Sam poleciałem po te browary :)
- #6059
- Punktów: 113
- Alkoholowe
- +
- −
Sytuacja odbyła się na zjeździe pewnej strony www.
Ognisko, gitara i te sprawy, nagle pod bramę posesji przyjeżdża radiowóz. Ludzie myśleli, że to pustostan, i zgłosili "wtargnięcie". No to dostają wszystkie dokumenty, wszystko ok. Policjanci stwierdzają, że są głodni i pytają czy mogli by dostać po kiełbasce. Właścicielka oczywiście się zgadza i idzie przynieść owe kiełbaski. Tutaj wkracza wstawiony kumpel, który chwiejnym krokiem podchodzi do bramki i kwituje ich prośbę takimi słowami:
-Nie dla psa kiełbasa.
Policjanci zbulwersowani, pojechali sobie..
Ich miny, bezcenne.
- #6051
- Punktów: 81
- Alkoholowe
- +
- −
Sytuacja autentyczna zasłyszana od braci. Północ, wesele w remizie, od strony kuchni próbuje dostać się pijak żeby zarobić darmową wódkę (założył się z kolegami o stówe że będzie miał weselna gorzałkę od kucharki) jednak ojciec panny młodej go wygonił. Po pewnym czasie pijak woła chłopaków i wywiązuje się taki oto dialog:
[P]pijak: Mistrzu skombinuj jakąś flaszkę.
[H]hubert: Co ja z tego będę miał?
[P]: Połowę mojej wygranej
[H]; Dobra (w tym momencie chłopaki odeszli)
Chłopaki wzięli pustą butelkę LUKSUSOWEJ i dolali wody. Dali tą "wódkę" pijakowi a on schował ją do spodni z tyłu. Gościu zrobił banana na twarzy.
I próbuje dalej:
[P]: Mistrzu przynieś zagrychę, może jakieś udko?
[H]: Spoko..
Wtedy Hubert wszedł na sale i zwinął dla pijaczka placek i boczek elegancko zapakowany w serwetki.
Gostek od razu rzucił się na placek, potem powoli konsumował boczek, wtedy padło hasło: ten boczek jest z psa ;D
Menel wypluł boczek i dodał : O kur** na serio?
Chłopcy: Nie ze świni.
Więc gostek zjadł boczek i wytarł sobie usta chusteczką a potem schował ją do kieszeni.
Na drugi dzień przychodzi ten sam menel i mówi do Huberta:
- Chodź no tu, chodź.
[H]: Daj mi spokój.
Wtedy podchodzi jeden z gości weselnych, a pijak:
- Ale mnie c**j wrobił przez niego przegrałem stówę i koledzy mnie pobili bo ich poczęstowałem wodą ku**a.
- #6036
- Punktów: -37
- Alkoholowe
- +
- −
Wiejska impreza w plenerze. Godzina około północy, Towarzystwo już lekko podchmielone, gdy nagle jednej kumpeli zachciało się siku. Próbuje namówić koleżankę, by poszła z nią, bo sama się boi chodzić w ciemności. Wywiązuje się dialog:
- Chodź ze mną, bo sama się boję.
- Idź sama, przecież nic ci się nie stanie.
- No chodź, bo boję się, że coś mi do tyłka wlezie.
Wtem z tłumu wyrwał się lokalny mistrz ciętej riposty:
- Weź mała przestań marudzić, kto by się tam do twojego tyłka chciał dobierać.
Dziewczyna wreszcie poszła sama i już tego wieczora się w towarzystwie nie pojawiała.
- #6034
- Punktów: -64
- Alkoholowe
- +
- −
Mój wuja (znany we wsi jako mistrz tekstów po spożyciu alkoholu) do kolegi który nie zamknął bramy:
- Teee Piotruś zamknij uliczkę bo przeciąg będzie :)
Mamy z tego bekę po dziś dzien :D
- #6021
- Punktów: -138
- Alkoholowe
- +
- −
W podwrocławskiej miejscowości jest melina jakich wiele. Właścicielem owego przybytku jest gość o ksywie Wojewoda. Razu pewnego podczas balu niekompletnie ubrana małżonka Wojewody podczas tańca nie wiem czy na stole czy w parze runęła na podłogę twarzą do niej tracąc przytomność (nie jest to nic dziwnego jak się ma prawie cztery promile we krwi). Na mecie chlory w szoku bo przy upadku pojawiło się troszkę krwi, przystępują do reanimacji a najtrzeźwiejszy z nich dzwoni po pogotowie podaje, ulicę adres oni pytają się o nazwisko, a on mówi:
- K*rwa nie wiem, ale to żona Wojewody
.. i potem to się działo: pogotowie, policja, nawet helikopter ratowniczy wylądował.
- #5940
- Punktów: 254
- Alkoholowe
- +
- −
Ostatnio bawiliśmy się na jednym weselu. Wesele było organizowane poniekąd chałupniczo - najpierw uroczysty obiad dla rodziny, tydzień później biba dla znajomych. Bibę zorganizowano w zaprzyjaźnionym ośrodku kultury, żarcie przygotowałyśmy całą babską ekipą, młodzi zadbali o część rozrywkową, zaś kolega Witula, powołując się na jakieś tam znajomości hurtownicze obiecał przytransportować alkohol.
Impreza już się zaczęła, młodzi odebrali od wszystkich życzenia i prezenty, gotowiśmy się bawić, a Witusia - nie ma. DJ puszcza imprezowe lodołamacze, ludzie wskakują na parkiet, zabawa trwa już godzinę, a Witusia - nie ma. Zaczynają się rozmowy na ten temat. Jedni niecierpliwią się brakiem napojów wysoko gazowanych, inni martwią się, że może coś mu się stało, jeszcze inni już układają scenariusze, co tym razem Wituś mógł wywinąć, łącznie z opcją, że zapomniał o imprezie. I w chwili, kiedy po towarzystwie krążył już kapelusz ściepowy na zakup czegoś dla przetrwania do przyjazdu alkoholu właściwego - pojawił się Witula. Od progu przepraszał, w pas się kłaniał i tłumaczył, że trafiła mu się najdziwniejsza kontrola drogowa w życiu.
Wyjechał z domu dość późno, a znajomą hurtownię miał aż w Sochaczewie (jakieś 70 km od miejsca imprezy), zatem dociskał mocno gaz. W drodze powrotnej "misie" zamachały mu lizakiem. "Przekroczył pan dozwoloną prędkość o 48 km/h, to będzie tyle to a tyle złotych mandatu i tyle to a tyle punktów karnych" no i rutynowa kontrola - dokumenty, apteczka, bagażnik... I nagle dziwnym zrządzeniem losu policjanci po prostu oddali mu dokumenty, pouczyli, życzyli szerokiej drogi i puścili bez mandatu. Faktycznie - dziwnie. Przy takim przekroczeniu prędkości raczej nie udaje się wymigać od mandatu, a tu taki psikus?
Zagadka wyjaśniła się po otwarciu bagażnika, gdzie zauważyliśmy, że z jednej ze skrzynek z wódką ubyły trzy butelki.
- #5890
- Punktów: 176
- Alkoholowe
- +
- −
Mój znajomy musiał wymyć mocno poplamioną ławkę w szkole, więc razem z kolegą udał się do najbliższego sklepu po denaturat. Jeden z nich podchodzi do sklepikarki.
- Poproszę butelkę denaturatu - prosi.
- Ja też poproszę butelkę denaturatu i butelkę "Heleny" - wtrąca się następny po nich w kolejce facet.
Ogólna konsternacja.
- "Helena" dla żony - dodaje po chwili.
- #5882
- Punktów: 119
- Alkoholowe
- +
- −
- Strona: 1 z 21
- Następne 10 »
