Autentyki - humor i rozrywka

Sytuacyjne

Kategoria dość specyficzna kategoria w serwisie. Wpadki słowne czy też sytuacje, które mają sens w danej, konkretnej sytuacji. Wtedy są śmieszne i zrozumiałe dla innych. Kluczem jest bardzo dobry opis zdarzenia.

Subskrybuj RSS dla kategorii Sytuacyjne.

Wszystkie teksty w kategorii "Sytuacyjne": 1008

Tydzień temu,upal,ja z ukochanym nad woda, on zmęczony, leży w cieniu, ja zrywam się po cokolwiek co ugasi pragnienie. Oddalam się od lubego, gdy słyszę jego "umierający" głos.
- ANIA LODA!
- CO?
On(coraz ciszej)
- Loda...
ja:
- Ale co? Zrobić? Kupić?
:)

Spacerek z moim kochanym. Mijamy stoisko z pamiątkami typu pluszowe smoki wawelskie, sztuczna biżuteria, koszulki również ze smokiem itd. itp. Między innymi była tam różnego rodzaju (drewniana) broń:
Ja: Kochanie, a może kupisz mi taki miecz?
On: Hmm.. noo... pochwę już masz.

Dzwoni koleś do Antyradia i się pogłos wytworzył bo radia nie ściszył.
Prezenter na to pyta:
- ło ludu, gdzie Ty mieszkasz? W studni czy w kiblu?

Gadam sobie z pewnym typkiem na czacie. Próbujemy postawić serwer, ale napotykamy mnóstwo problemów. Postanowiłem coś w sieci sprawdzić i uprzejmie proszę mojego rozmówcę, aby chwilę poczekał.
Piszę więc w języku angielskim (gość pochodzi ze Szwecji) zdanie: "Wait for a sec", gdzie "sec" miało oznaczać sekundę. Niestety, jak to w pośpiechu bywa, zamiast "C" nacisnąłem sąsiadującą na klawiaturze literę "X". Jak to zdanie wyglądało domyślcie się sami. Reakcji adresata też.

Osiedlowy sklep z sieci ABC, pod którym regularnie gromadzą się etatowi degustatorzy napoi wyskokowych z niższej póki. Wychodzę ze sklepu, przed którym stoi grupka rozpromienionych panów. Ich spokój zakłóca zbliżająca się żona (Ż) jednego z nich (D)

Ż : co ty tu robisz?! w tej chwili do domu!
D : No przecież już byłem

- Jechałem do domu za potrzebą fizjologiczną. Zza krzaków wyszedł pewien pan w niebieskostalowym mundurze i białą czapeczką na głowie. W ręku dzierżył buławę policyjną charakterystyczną dla drogowego pionu Sz. Policji Państwowej czyli lizaczka.

Myślę sobie nie wytrzymam. Zaraz popuszczę. Ale żeby to tylko był problem natury ciekłej. Zbliżała się wielkimi krokami fala uderzeniowa związana z poważniejszym wydalaniem fizjologicznym. Zatrzymałem się na poboczu i myślę: Albo ten człowiek pospieszy się i powie mi kilka słów nt. przepisów drogowych i mojego przekroczenia prędkości o blisko 60 km/h albo będzie szedł bardzo wolno i nie świadom moich katuszy każe mi przejść się do radiowozu bynajmniej nie w celu zaprezentowania najnowszego filmu "Za szybcy za wściekli". Wreszcie po jakimś czasie, gdy w moim podbrzuszu zaczęła się rewolucja październikowa szanowny Pan Władza przedstawił się i powiedział "Dzień dobry panu. Dokumenty poproszę".
Po krótkiej wypowiedzi związanej z celem zatrzymania mojego pojazdu nie wytrzymałem. Wybiegłem jak głupi z samochodu. Odepchnąłem zdziwionego przedstawiciela władzy i jak głupi pognałem za nasyp ziemny (przecież nie będę mu tłumaczył, że mam parcie). Policjant był jednak cholernie szybki. Wyciągnął klamkę z kabury i zaczął się drzeć. Stać policja (jakbym nie wiedział, że to policja). Ale ja już byłem za nasypem.

Zanim dobiegł do mnie ja już miałem nachy ściągnięte na dół i wydalałem materiał niezbyt przyjemny dla organizmu. Gdy dobiegł drugi policjant ja kucałem jak kretyn przy śmiejącym się do rozpuku przedstawicielem władzy nr 1. Bo nie wiedział czy ma mi założyć kajdanki czy podetrzeć mi tylną część ciała. Ostatecznie napomknąłem, że mnie ta sytuacja irytuje i chciałbym pobyć troszeczkę czasu ze swoimi okolicami krocza aby doprowadzić je do jako takiego stanu higienicznego.

Policjanci widać, że jednostki myślące i współczujące odwrócili się, a ja mogłem w spokoju zająć się doprowadzaniem mojej tylnej części ciała do stanu przed wybuchem powstania bakterii nitryfikujących. Po dwóch minutach zlazłem ze skarpy nasypu wraz z policjantami. Widok mojej bladej ale za to zregenerowanej twarzy jeszcze bardziej ich rozśmieszył. Nie chcieli mnie widzieć w radiowozie a tym bardziej podawać mi ręki. Z mandatu zrezygnowali rozumiejąc mój pośpiech. Grzecznie przeprosiłem i wsiadłem do mojego ukochanego auta stojącego z otwartymi drzwiami. Pomyślałem sobie: Ale będą mieli ubaw na komisariacie jak to powiedzą kolegom. Nie jestem gorszy i opowiadam to wam. Bo lubię się śmiać z samego siebie...

Pewien pan, z pewnej wsi na Zamojszczyźnie, który najwidoczniej niezbyt za dużo po Polsce, a tym bardziej po świecie nie jezdził pojechal z kolega do Warszawy. Jadą i jadą, sa już w Wwa, dojechali do centrum, i jego reakcja kiedy zobaczył Pałac Kultury:
-O k..wa, jaki duzy kościół!?!?!?!

Narzeczony mojej szwagierki słynie z bycia "mistrzem riposty", niekoniecznie ciętej, aczkolwiek potrafi czasami tak odpowiedzieć, że szczęka opada i zęby po podłodze zbierać trzeba. Ostatnio mieliśmy zjazd u teściów, wszystkie ich pociechy zjechały ze swoimi połówkami na obiad niedzielny. Szwagierka i jej narzeczony mają najdłuższą drogę do pokonania, w sumie ok. 180 km, jednakże tym razem zjawili się o godzinę wcześniej niż się zapowiadali. Mama (teściowa) na dzień dobry do nich takie oto słowa:
- "Jesteście wcześniej, a nic nie mówiliście, że będziecie wcześniej, to bym szybciej zrobiła obiad."
Na to odpowiedział jej narzeczony szwagierki z absolutną szczerością w głosie:
- "A wyrobiliśmy się wcześniej, a że Baśka po wczorajszym, nie chciała się dzisiaj z rana za bardzo prąciem bawić, to przyjechalismy szybciej..."

Leżymy na plaży ja, ojciec i chrześnica (4 lata). W pewnym momencie Dziewczynka wypala do wujka:
- Co to jest? (pokazuje palcem na krocze)
Ojciec:
- Aaa dzwonek - odpowiedział zmieszany.
Dziewczynka:
- Ooo, oo. A mogę podzwonić?
Ojciec:
- Nie.
Dziewczynka:
- A czemu? Co się popsuł? - odpaliła szybko i niewinnie dziewczynka powodując śmiech plażowiczów, a ja do teraz czuje piasek w ustach, tak się wgryzłem weń ze śmiechu.

Wchodzi do apteki babka typ "dzidzia piernik" to znaczy grubo po czterdziestce, odziana w pękające w szwach, jadowicie różowe wdzianko i wypala:
- Ejpipi proszę!
Oczka mi do rozmiarów pięciozłotówki urosły, ale myślę, że pewnie się przesłyszałam:
- Słucham?
- Ejpipi!!! Angielskiego pani nie zna?! Tam stoi! - I wycelowała akrylowym szponiastym pazurem na...
...APAP.