Narzeczony mojej szwagierki słynie z bycia "mistrzem riposty", niekoniecznie ciętej, aczkolwiek potrafi czasami tak odpowiedzieć, że szczęka opada i zęby po podłodze zbierać trzeba. Ostatnio mieliśmy zjazd u teściów, wszystkie ich pociechy zjechały ze swoimi połówkami na obiad niedzielny. Szwagierka i jej narzeczony mają najdłuższą drogę do pokonania, w sumie ok. 180 km, jednakże tym razem zjawili się o godzinę wcześniej niż się zapowiadali. Mama (teściowa) na dzień dobry do nich takie oto słowa:
- "Jesteście wcześniej, a nic nie mówiliście, że będziecie wcześniej, to bym szybciej zrobiła obiad."
Na to odpowiedział jej narzeczony szwagierki z absolutną szczerością w głosie:
- "A wyrobiliśmy się wcześniej, a że Baśka po wczorajszym, nie chciała się dzisiaj z rana za bardzo prąciem bawić, to przyjechalismy szybciej..."
