Na wycieczce w Bieszczady wszyscy chłopcy spali w jednym pokoju. Po ciszy nocnej poszłam po coś do qmpli i się trochcę zagadałam. Nagle ktoś opowiedział kawał, śmiechawa, no i zrobiło się głośno. Na to weszła jedna z nauczycielek i zanim zapaliła światło, zdążyłam się skitrać za łóżkiem jednogo kolesia. Babka zapowiedziała, że poczeka, aż wszyscy chłopcy zasną. Nie mogłam wyjść, bo za poprzednie noce groziła wyrzuceniem z wycieczki (kiedyś już odesłała kilku do domu, więc...). Siedziała tak z pół godziny, aż Kamil zaczął się wiercić, bo mu się kołdra poprzekręcala. Zirytowana babka krzyknęła: To sobie strzep i będzie po sprawie... Hm... po sprawi nie było, za to dostaliśmy pół godziny śmiechu w prezencie. Podobno chodziło jej o strzepanie kółdry...:)
Autorka: Neonika1991:)
