Pomagałem ojcu założyć kilka rynien u klienta na wsi. Jako, że mam słabość do psów, a szczególnie do owczarków niemieckich, podszedłem do takiego, który siedział sobie w klatce. Obwąchał i dał się pogłaskać (przypomnę, że był to duży, dorosły pies, więc określiłbym go nie jako psa, a wielkie bydle).
Ojciec tak patrzy, podchodzi do mnie... i się pyta:
- A ty co? O rentę się starasz?
