1999r. Ogólniak. Geografia z wychowawczynią. Cisnęła nas niesamowicie, bo byliśmy "klasą autorską geograficzną z rozszerzoną edukacją ekologiczną i ekonomiczną". Tym razem do odpowiedzi została wezwana Ania, którą opiszę jednym słowem: blondyna.
Aktualnie przerabialiśmy temat rolnictwa i hodowli. Poci się dziewczyna niesamowicie, próbując znaleźć w swojej pięknej główce dane dotyczące zastosowania i wielkości produkcji zbóż, zwierzątek... I jakoś jej poszło m.in. z krowami, których mamy w Polsce tyle i tyle, z krówek tych mamy mięsko, mleko (x litrów rocznie), sery... Rzepak? Z rzepaku otrzymujemy olej, paliwo... Itd. Itp. Widać że ostro kuła. I może właśnie dlatego ostatnie pytanie p. prof. nie było "książkowe": "A po co w gospodarstwie są kozy?"
Też sobie franca pytanie wymyśliła. Ania zbaraniała, ale widać jak zbiera się w sobie, kombinuje dłuższą chwilę... i zapewne mając coś konkretnego i niedwuznacznego na myśli wypala:
"Kozy służą do zaspokajania innych potrzeb rolników!"
Reakcja klasy wiadoma. Anulce natomiast kilka ładnych sekund zajęło uświadomienie sobie dlaczego wszyscy pospadali z krzeseł... ;)
