Moja córcia mówiła "od zawsze", była wygadana, cud-miód.
Lato. Idziemy na zakupy: ja, Ona i Braciszek w pieluchach.
- Mama....pić!
- Poczekaj zaraz będziemy w sklepie to ci kupię.
- Pić - żąda Dziecię.
- Zaraz - ja na to elokwentnie.
- Ale mama... ja nie mam ani kropli wody w brzuszku!
Smarkula nie miała nawet 2 lat gdy mnie tak zastrzeliła!
Jakiś czas potem. Mój Tato hodował świnki, które pieszczotliwie nazywał blondynki. Blondynki to, blondynki tamto. Wieczór. Mój Tato:
- Idę zamknąć blondynki w chlewie.
- Co? - Córcia pyta.
- Powiem blondynkom dobranoc - zażartował mój Tato.
- A buzi też im dasz? - pyta moje Dziecię.
Dziecię miało już 3 latka. Dorosła! Idzie do przedszkola! NAGLE BEK.
- Hej, co jest Córcia? - pytam Małej siedzącej w szafie.
- Boisz się?
- NIE! - Pada stanowcze zaprzeczenie. - PO PROSTU NIE MAM SIĘ W CO UBRAĆ!
:)
