Nigdy nie zapomnę sytuacji, które miała miejsce trzy lata temu. Wracałam z koleżanką autobusem ze szkoły (druga liceum). Oczywiście po przeciwnej stronie na czwórce (znacie taką czwórkę w autobusie na samym przodzie - dwa miejsca ustawione normalnie i dwa tyłem do kierunku jazdy) usiadła starsza kobieta. Ja i moja koleżanka znałyśmy ją wcześniej - strasznie niemiła. Ale nie to chciałam opowiedzieć.
Do autobusu weszli gimnazjaliści, a miejsce było tylko obok tej kobieciny. Nagle słychać dzwonek telefonu. Dźwięk dochodzi miejsca, gdzie siedziała tamta kobieta. W końcu odebrała. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że ona wyjęła komórkę... z piersi. Pomiędzy swoimi cyckami zawsze wkładała swój telefon. Ja i moja koleżanka długo powstrzymałyśmy się od wybuchnięcia głośnym śmiechem, a ci gimnazjaliści - kilku też próbowało nie roześmiać się, ale jeden z nich nie wytrzymał i zachichotał. Oczywiście dostał bęcki od tamtej kobieciny, że 'nie wolno śmiać się z kaleki!'.
Potem zawsze, kiedy ją widziałam w autobusie, starałam się nie zaśmiać - od razu przypomniał mi się telefon w cyckach.
