Nie moje, ale zasłyszane od kolegi. Rzecz się działa za granicą (więc może i różnice kulturowe dochodzą do zwykłego wścibstwa), kolega poszedł do knajpki na obiad, siedzi przy barze, a tamtejsza etykieta pozwala na pogawędki z przypadkowymi sąsiadami posiłku, więc nawiązuje się taki dialog z zażywnym panem obok:
- Dzień dobry.
- Dzień dobry.
- Pan tu na stypendium?
- Tak.
- A długo?
- No, rok będzie.
- O, to długo. Z żoną?
- Nie, nie mam jeszcze żony.
- Czyli uprawia pan onanizm, czy tak?
To chyba jak dla mnie rekord świata we wścibstwie :)
