Gdy wracałam do domku z Warszawy i podczas przesiadki w Katowicach, gdzie musiałam czekać 40 min, byłam świadkiem ciekawego wydarzenia.
Przy kiosku zatrzymuje się dziewczyna z dość sporą torbą na zakupy z której wystaje tekturowe pudło. Kładzie torbę na ziemię i kupuje coś w kiosku. W tym momencie podbiega jakiś łepek, cap za siatę i w nogi. Niewiele osób to widziało, więc nikt nie zdążył go zatrzymać. Jakież było więc moje zdziwienie kiedy zobaczyłam, że dziewczyna która właśnie została okradziona zwija się ze śmiechu pod tym kioskiem. Ponieważ stałam niedaleko, usłyszałam jak dziewczyna mówi do kioskarki:
Oddałabym wszystkie pieniądze, żeby widzieć jego minę gdy otworzy pudełko. Mam chorą babcię, której czasem pomagam. W tym pudełku niosłam jej bieliznę do prania.
