Sklep mięsny,kolejka jak w Peerelu,okres przedświąteczny.Przede mną upierdliwe babsko wymyśla"5 plasterków tego,10 tamtego",i cokolwiek jej podają wypytuje ,każąc sobie pokazać,termin ważności ,z jakiej masarni towar itp.Ludzie w kolejce,już na serio wkurzeni,komentują głośno marudzenie paniusi.W końcu wybrała wędliny i przychodzi czas na mięso,znowu to samo,a to za tłuste,a to za chude,każe sobie podać"zgrabne nóżki na galat"pytając"a te nogi świeże?"na to facet z kolejki basem"jeszcze krwawią":)
