Jako, że w latach szkoły średniej grałem w orkiestrze dętej przyszedł czas na wyjazd kilkudniowy do Lublina (jakieś 600km w jedną stronę). Jak wiadomo w orkiestrze zdecydowana większość to faceci więc w połowie drogi wszyscy już byli nawaleni jak świnie. Patrzymy a przy drodze stoją ssaki leśne więc postanowiliśmy się zatrzymać na postój. Autobus staje tuż przed jedną z nich. Automatyczne drzwi się rozsuwają i koleś w wieku mniej więcej 50 lat stoi w drzwiach ledwo trzymając się na nogach:
On: Przyjmie Pani?
Ona: Nie ma sprawy...
On: Cały autobus...
Pompa na maksa, laska obrót na pięcie i uciekła do lasu...
