Wracamy kiedyś z wakacji z kuzynką. Oprócz plecaków mam ze sobą dość sporą reprodukcję obrazu Leonarda da Vinci "Mona Lisa". Bardzo lubię ten obraz, więc ktoś tam mi go podarował. Wsiadłyśmy do pociągu, tego bez przedziałów i gadamy sobie o tym i owym. Po jakimś czasie wchodzą żołnierze, młokosy, mniej więcej w naszym wieku. Chcieli się do nas bezpośrednio przysiąść, ale powiedziałyśmy: "Tam macie tyle wolnych miejsc i chcecie akurat z nami siedzieć? Idźcie tam." Usiedli po przeciwnej stronie tak, żeby nas widzieć i za wszelką cenę próbowali ściągnąć na siebie uwagę i zaprosić nas do rozmowy. Ignorowałyśmy ich zacnie. Po czym jeden z nich zapodaje tekst i to całkiem serio: "A koleżanki to pewnie z pielgrzymki z Jasnej Góry wracają, że widać portret Matki Boskiej wiozą?"
