Mój ojciec pracuje za granicą w niemieckojęzycznym kraju. Tutaj w Polsce mamy upierdliwych sąsiadów, którzy ciągle nas nachodzą, bo chcą, aby mój ojciec znalazł dla ich syna (nazwijmy go Grzesiu) pracę w tym samym miejscu, gdzie on przebywa. My niechętni, bo to są ludzie dość dwulicowi i egoistyczni, więc do tej pory wykręcaliśmy się, że Grzesiek musi znać niemiecki, którego ponoć się uczył. Dłużej nie dało się jednak zwlekać, więc Grzesiu, pewny siebie, że wszystko będzie po jego myśli, pojechał. Sam oczywiście pracy nie szukał, mimo iż twierdził, że niemiecki już umie. Mój ojciec musiał z nim chodzić i pytać wśród znajomych właścicieli restauracji lub hoteli (miejscowość dość mała, każdy się tam zna). Ostatecznie zainteresowała się jedna szefowa hotelu. Rozmowę prowadziła z ojcem, więc teraz zwróciła się do Grzesia - po prostu spytała go, jakie języki zna. A on, wyprostowany i uśmiechnięty odpowiedział "Deutschland". Mój ojciec prawie posikał się ze śmiechu i od tamtej pory mamy spokój od Grzesia i jego rodziców ;)
