Pewnego razu pojechaliśmy w objazd po rodzinie mieszkającej ok. 40 km od nas. Jest tam pewien wujek który lubi się całować na przywitanie ze wszystkimi i to nie w policzek ale konkretnie w usta. A wąsiska ma tak wielkie że przesłaniają mu pół twarzy. Mała ( 5l.) nie lubi go zbytnio, bo na dodatek ma taki rubaszny humor i ściska biedne dzieciaki jakby chciał żebra im połamać.
Wchodzimy do ich domu, witamy się ze wszystkimi i przychodzi kolej na tego nieszczęsnego wujka, który mówi do małej:
-No chodź do wujka!
-Niee- mała uczepiła się mojej nogawki i nie chce się ruszyć nawet.
-No chodź przywitać się!
-Nieee- stoi i próbuje się schować za nami.
Sytuacja robi się już lekko krępująca, więc próbuję ją namówić żeby poszła, że wujek jej nic nie zrobi itp. ale jak się uparła to nic jej nie ruszało.
Wujek podejmuje kolejną próbę:
-No chodź do mnie to dam ci czekoladę.
Na co mała już wkurzona:
-Spieldalaj!
