Ostatnio mój syn stwierdził, że ma bardzo słaby wzrok i nic prawie nie widzi. Więc po dłuższych jego "prośbach" O to żebym poszła z nim do okulisty zgodziłam się, aby mieć już święty spokój.
U okulisty:
Okulista pyta się mojego syna :
-Co ci dolega?
Syn:
- No bo widzi Pan bo ja prawie jestem niewidomy właściwie to wcale nic nie widzę.
Np. widzi pan tą lampę na ścianie bo ja jej kompletnie nie widzę.
