Sytuacja wydarzyła się w dzień sylwestra. Tego akurat dnia, zaplanowaliśmy wcześniej z kolegą wyjazd do jednego z większych miast, gdyż obaj mieszkam na ''głębokiej prowincji''. Postanowiliśmy zamieszkać na ten krótki okres w hotelu. Ku naszemu zdziwieniu, w naszym pokoju znalazł się sejf. Więc postanowiliśmy z niego skorzystać. Schowaliśmy do niego (z czego wcale nie jestem dumny) ''wspomagacze imprezowicza'', piąteczkę ''śniegu'' i prawie tyle samo ''glonów'' (mam nadzieje ze jutro CBŚ mi jutro na chatę nie wleci ;p). A wiec po schowaniu, tego wybrałem PIN, i zamknęliśmy drzwiczki. Chcąc zażartować, powiedziałem koledze, że zapomniałem hasła i celowo wpisywałem zły kod. Jak się później okazało, po 3 razie źle wpisanego hasła, sejf został zablokowany (!!!). Mając dylemat, co zrobić, postanowiliśmy zadzwonić do recepcji ze wskazanym problemem. Ogarnięci strachem, czekaliśmy na pana z obsługi hotelu. Pan na wejściu powiedział, że zgodnie z regulaminem zawartość sejfu przechodzi na własność hotelu! Po usłyszeniu tych słów, oboje zrobiliśmy się bladzi, serce chciało wyskoczyć, a krew wydawała się płynąc 10x szybciej. Już przed oczami miałem, scenę wyrzucania nas z hotelu, lub przejęcie nas przez organy ścigania. Zdesperowany, powiedziałem panu że mamy tam... prywatne zdjęcia. Lekko uśmiechnięty, z dzikim wzrokiem (chyba domyślacie się co sobie o nas pomyślał) powiedział, że tak naprawdę nic go nie obchodzi co znajduje się w środku sejfu i to był taki drobny joke ;). Uczucie tej ulgi co nas ogarnęła jest nie do opisania ;). Po odblokowaniu sejfu, podziękowaliśmy panu, a on nam życzył dobrej zabawy ;D. Po wyjściu pana, jeszcze z około godziny nie mogliśmy dojść do siebie ;). Ale jak widać historia skończyła się szczęśliwie a noc sylwestrową mieliśmy jak najbardziej udana ;))))
