Moja mama jest nauczycielką w podstawówce. Pewnego razu na lekcji zapytała piątą czy szóstą klasę:
- Czym się różni baran od owcy?
Było to pytanie mniej więcej związane z tematem, które wydawało by się banalne, ale napotkało nieco zagubiony wzrok dzieci. To moja mama zaczęła pytać po kolei imionami, ale nikt nie wiedział. W końcu z pewną dozą nieśmiałości zgłosił się jakiś chłopczyk:
- Baran to jest... chłopak?
W następnej klasie, z którą mama miała lekcje, opowiadała o tych, którzy nie znali odpowiedzi na powyższe pytanie. Oczywiście klasa w śmiech, a mama nagle zapytała chłopca śmiejącego się najgłośniej:
- Paweł, a czym się różni baran od owcy?
Z nieco spanikowanym wyrazem twarzy i z wahaniem odpowiedział:
- Baran jest bardziej... puchaty?
