Jeszcze z czasów studenckich (jakieś 3 lata temu). Kolegium w Oce. Zajęcia z prawa oświatowego miało kilka roczników na raz, razem ok. 100 osób. Frekwencja bywała różna, ale znajomi dopisywali nieobecnych do listy. A że koleś nigdy nie sprawdzał stanu z listy ze stanem aktualnym, wszystkim uchodziło to na sucho.
Na pewnych zajęciach siedziało nas 17 (dokładnie tylu!), a że ja ostatni wpisywałem się na listę, musiałem się wpisać pod numerem 82 - tyle było osób na liście. Sor spojrzał na listę, potem na nas i znów na listę i powiedział:
"Chyba sobie jaja robicie ze mnie!"
Ale listę wziął i poprowadził dalej zajęcia! :D
