Usłyszany autentyk...
Pewnego pięknego popołudnia grzeje sobie facet przez wieś swoim samochodem, oczywiście z prędkością inną niż znaki nakazują. Pech chciał, że na drogę wybiegła mu kura którą potrącił, facet depnął po hamulcach, zatrzymał się i wysiadł z samochodu obadać sytuację. Po krótkich oględzinach stwierdził, że kura którą trzasnął nie żyła. Rozglądnął się czy aby nikt nie patrzy i postanowił zabrać ją do domu w celu spożycia pechowej zdobyczy... Otwiera bagażnik, wrzuca kurę do środka i zadowolony chciał już wsiadać do samochodu. Raptem z za płotu podnosi się głowa właściciela kury, który wszystko obserwował i krzyczy do kierowcy:
- Ej Panie !!! No nie pier**l, że ją do weterynarza będziesz wiózł!
