Rano wstałem i jak to codzień, umyłem się i do pracy. Wyszedłem na podwórko (mieszkam w bloku) i patrze... Nie ma mojego wozu!!! Przerażony szukam go szukam... No nie ma... W końcu dzwonie na policje... Policja przyjmuje moje zgłoszenie, a ja w tym czasie znajduje mój samochód. Parę lat później jadę sobie do Turcji.... Wszystko fajnie lecz kończy mi się benzyna więc jadę na stację benzynową. Na stacji stoi policja. Patrzy na mnie wielkimi oczami, potem na samochód i... Biorą mnie na komisariat.... Okazało się że policja nadal szukała mojego samochodu ponieważ nie anulowałem zgłoszenia. Zgłoszenie doszło aż do Turcji i uznali mnie za złodzieja. Mineło sporo czasu dopóki wszystkiego nie wytłumaczyłem (po angielsku)
