Niedawno moja siostra miała przyjemność wygrać 5000 tysięcy zł. Ponieważ miała zepsuty samochód postanowiłem ją podwieźć do punktu odbioru wygranej. Gdy siostra załatwiała wszystkie formalności, ja stałem z boku i oglądałem sytuacje. Nagle mężczyzna podszedł do mnie i tak oto mi rzecz:
- Pan jest [imię nazwisko]?
- Tak to ja... - rzekłem dumnie mimo iż to nie było moje nazwisko. Postanowiłem sobie pożartować troszkę gdyż byłem przekonany iż to chodzi o jakąś wygraną. Nagle jak nie wpadła policja. Zakłuli mnie i zawieźli mnie na komisariat. Dopiero po paru godzinach dowiedziałem się o co chodzi. Człowiek za którego się podawałem był poszukiwany za kradzież w sklepie za sprzętem AGD. Nie miałem przy sobie żadnych dokumentów żeby udowodnić iż nie jestem złodziejem. Dopiero późno w nocy siostra mnie wyciągnełą z komisariatu. Ten żart kosztował mnie 500 zł, gdyż przeze mnie złodziej uciekł i go do tje pory nie odnaleziono...
