Współlokatorka niedawno miała obronę licencjata...kilka dni przed tym niezwykle stresującym dla niej dniem, wybrała się do swojego promotora (dosyć młody, zabawny koleś;)). Wraca na mieszkanie i śmieje...opowiedział jej sytuację :) razem z jej rocznikiem bronił się koleś, który nie dał rady w zeszłym roku. Przychodzi na obronę, a w komisji rektor uczelni... czeka na swoją kolej, otwierają się drzwi sali egzaminacyjnej i proszą owego delikwenta. Chłopak wchodzi do sali, siada przed komisją, sięga do kieszeni i wyciąga kartkę. Kładzie na stole przed przewodniczącym i wali z tekstem: "To ja przygotowałem te pytania, które zadał mi pan promotor..." :D promotor złapał buraka, wyszedł z gościem przed salę i oczywiście go zjechał z góry na dół :D
