Wszystko sie działo gdy chodziłam jeszcze do liceum. Koleżanka z klasy spotykała sie z chłopakiem i ten codziennie rano przywoził ją do szkoły swoim samochodem. Mimo, ze to była dość krótka znajomośc, gdy tylko podjeżdzali pod szkołe on wysiadał z samochodu i otwierał jej drzwi wten ona z dumą wysiadała. Codziennie rano wszystkie dziewczyny z zadrości podpatrywały zza firanki jakiego to ona "gentelmena" spotkała. Któregoś dnia jedna nie wytrzymała i mówi:
- Kasia, ale ja Ci zazdrosze takiego faceta, takiego teraz ze świecą szukać co kobiecie drzwi od samochodu otwiera!
Na to Kaśka parsknęła śmiechem i mowi:
- Taaa, ten kretyn już miesiąc klamke naprawia i naprawić nie moze!! ( Okazało sie, ze klamka była popsuta i istniała jedynie możliwośc otwarcia z zewnątrz) Ubaw był do końca dnia:)
