Opowiadanie kolegi ;p. Pewnego dnia czekał on sobie na autobus. Niby nic ciekawego nie było zanim nie przybyła na przystanek jegomościówna z rozwydrzonym i rozwrzeszczanym bachorem uczepionym jej ręki. Bachor ów zaczął w pewnym momencie kopać, zaczepiać itd. pewnego staruszka siedzącego jak gdyby nigdy nic na ławce. Wtedy jakiś młody student podszedł do opiekunki dzieciaka i polecił zwrócić uwagę podopiecznemu. Ta spojrzała na niego z wyższością odpowiadając, że wychowuje swoje dziecko bezstresowo. Wtedy chłopak splunął jej na twarz mówiąc, że też był wychowywany bezstresowo... Ludzie dookoła zaczęli bić mu brawo, a babka speszona uciekła ;D
