W wakacje dorabiałem na ochronie. Dokładniej pracowałem jako ochroniarz na wydziale weterynarii pewnej uczelni. Otóż na uczelni jest taka osoba, która zajmuje się utylizacją zdechłych zwierząt, często rusza w teren swoim autem, by zebrać przedmioty swojej pracy. Ale nie o nim mowa.
5.00. Jestem mocno śpiący już, ale jeszcze tylko 2 godziny do zmiany. Nagle przychodzi do mnie facet i pyta się, że ma ciało i gdzie ma je zabrać. Wskazuję mu drogę, ale uprzedzam, że jeszcze tego pana nie ma. On przytakuje. Wie, że otwierają o szóstej. Wrócił do auta, by je przeparkować... i dopiero wtedy zorientowałem się, że przyjechał karawaną....Podchodzę do ów jegomościa i pytam się, czy przywiózł ze sobą zwierzaka... Zaprzeczył. Przywiózł martwego człowieka...
Na szczęście medycyna sądowa nie była daleko i ciało bez opóźnienia trafiło we właściwe miejsce.
