To się działo na jednej z imprez. Do mojej koleżanki przyczepił się pewien znajomy. Koleżanka nie chciała być niemiła więc pozwoliła zatańczyć ze sobą. Po kilku tańcach miała już go dość. Mówiła, że przez tego barana nie może potańczyć z nikim innym. Jak na zawołanie zjawił się ów baran:) Nie było jej przez chwilę po czym wraca i mówi, że chyba teraz ten koleś da jej spokój, bo zrobiła mu pewną sztuczkę.
[Ja] Jaką sztuczkę?
[Ona] Kazałam mu zamknąć oczy, a on taką rozmarzoną minę zrobił, bo chyba liczył na jakiegoś całusa. Uśmiechał się, ale zamkną oczy, a ja... spier...am!! :D
Do tej pory jak to sobie przypominamy to mamy polewkę:D Faceci są czasem tacy naiwni:P
